sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 23

   Wszyscy uśmiechali się promiennie. Była masa ludzi, których w ogóle nie kojarzyłam. To Przemek nalegał by ich zaprosić. Ja chciałam niewielkie przyjęcie. Nagle dotarło do mnie jak oni wszyscy mną manipulowali i to od lat. To oni wywierali na mnie presję, by doszło do tego ślubu. To oni tego wszystkiego chcieli. To oni są temu winni.
    Ojciec podprowadził mnie pod ołtarz i "przekazał" z uśmiechem moja rękę Przemkowi. Nie mogłam kompletie skupić się na słowach księdza. Przed oczami stawał mi obraz przyjmującego. Przymknęłam oczy by się nie rozpłakać. W końcu nadszedł ten moment...
- Ja, Przemysław, biorę sobie Ciebie Maju za żonę i ślubuję Ci miłość wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. 
O boże... Teraz moja kolej... Widziałam jak usta kapłana się ruszają, ale ich nie słyszałam, nie mówiąc o powtórzeniu. Napięcie zaczęło rosnąć. Cisza była przeraźliwa. Po chwili rozległy się szepty. Nie mogę tego zrobić. Muszę wypowiedź tą przeklętą regułkę. Jednak przypomniałam sobie jak mnie całował, jak dotykał i ile razem dotąd przeżyliśmy. W myślach przywołałam obraz uśmiechniętego Wojtka i jego słowa " Maja, kocham cię".  Czy byłam gotowa dla niego zaryzykować. Oczywiście, że tak!
- Nie- powiedziałam.- Przykro mi, ale nie wyjdę za ciebie- powiedziałam patrząc mu w oczy.- Nie zasługuję na niego- ściągnęłam pierścionek i wcisnęłam w dłoń przerażonemu Przemkowi. Wzięłam w dłonie fałdy sukni, odwróciłam się i wybiegłam z kościoła. Jak najdalej od tego miejsca. Dotarłam na ulicę i dostrzegłam taksówkę.
- Przepraszam, czy istnieje jakakolwiek szansa, że zawiezie mnie pan gdzieś za darmo? Proszę- błagałam taksówkarza.
- Ucieczka sprzed ołtarza? No cóż... Niech stracę. Proszę wsiadać szybko, bo panią gonią- wskazał palcem za moje plecy. Spojrzałam i zobaczyłam wpienionego Przemka. Wpakowałam się szybko na tylnie siedzenie i ruszyliśmy z piskiem opon. Podałam mężczyźnie adres i po kilki minutach byliśmy na miejscu.
- Naprawdę nie wiem jak panu dziękować- powiedziałam, wychodząc z auta.
- Ten facet ma szczęście, że pani dla niego tak ryzykowała. Oby to docenił. Wszystkiego dobrego- uśmiechnął się i odjechał. Podbiegłam do klatki i wpisałam kod. Następnie biegiem do windy. Gdy wysiadłam na odpowiednim piętrze, nerwowo wciskałam dzwonek do mieszkania. W myślach błagałam, by był w domu. Gdy usłyszałam jak drzwi się otwierają nie mogłam uwierzyć we własne szczęście i dopiero wtedy poczułam, że po policzkach spływają mi łzy. Kiedy dostrzegłam jego twarz nie posiadałam się z radości. Czas zatrzymał się w miejscu. Patrzył na mnie z niedowierzaniem i niepewnością.
- Maja?!- był zszokowany. Rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam płakać. Przeniósł mnie przez próg i zamknął drzwi.
- Ona nie jest w ciąży rozumiesz!- szlochałam mu w ramię.
- Jak to?! O czym ty mówisz?- oderwał mnie delikatnie od siebie i chwycił moją twarz w swoje dłonie.
- Usłyszałam jak mówi o tym przed kościołem. Chciała zemsty... Nie mogłam za niego wyjść. Uciekłam...
- Oh, Maja- złączył nasze usta. Przyciągnęłam go jeszcze bardziej do siebie. Nie było w tym pocałunku nic z delikatności. Byliśmy sobą tak nienasyceni, tak stęsknieni za sobą.
- Błagam ściągnij ze mnie tę przeklętą kieckę- poprosiłam. Na jego reakcje nie trzeba było długo czekać. Po chwili wylądowaliśmy w sypialni, gdzie daliśmy upust swoim emocjom. 
- Oni po mnie przyjdą- powiedziałam, gdy byłam wtulona w Wojtkowy tors. Na moje słowa przytulił mnie mocniej.
- Niech przychodzą. Ja cię już nigdy nikomu nie oddam- obiecał i pocałował mnie w czubek głowy.
   Leżeliśmy kilka godzin po prostu wtuleni w siebie. Żadne z nas nie chciało się ruszać. Dopiero wieczorem głód wypędził nas z łóżka. Ubrana w bieliznę i koszulę Wojtka siedziałam u niego w kuchni, patrząc jak przygotowuje jedzenie. Dopiero teraz zaczęły do mnie dochodzić konsekwencje mojego wybryku. Nagle ktoś zaczął dobijać się do drzwi, a ja podskoczyłam ze strachu w miejscu. Włodarczyk odłożył nóż na deskę i chciał iść otworzyć, ale zagrodziłam mu drogę.
- Proszę, nie idź- powiedziałam tuląc się do niego.
- Maja! Wiem, że tam jesteś!- usłyszałam pijanego Przemka. Jeszcze nigdy nie widziałam go nie trzeźwego. Co ja mu zrobiłam?
- Nie otwieraj mu- poprosiłam przestraszona. Objął mnie i w milczeniu czekaliśmy, aż niechciany gość przestanie się dobijać do drzwi.
- Panie, co pan wyczynia?- usłyszeliśmy głos sąsiada.
- Nie twoja sprawa- warknął.- Maja! Wychodź!
- Jeszcze chwila i zadzwonię po policję!
- I tak cię dorwę!- ostrzegł i po chwili już go nie było. Odetchnęłam z ulgą. Wyglądało, że na dziś to koniec. Nie miałam już ochoty na żadną kolację, ale Wojtek wręcz wmusił we mnie jedzenie. Teraz musiało już być wszystko dobrze.
   Rano po raz pierwszy od nie pamiętam jak dawna, obudziłam się z uśmiechem na ustach. Popatrzyłam na śpiącego obok Włodarczyka i nareszcie mogłam powiedzieć, że to mój mężczyzna. Dobrze zrobiłam. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie zaryzykowała. Postępując inaczej, żałowałabym tego do końca życia. Rodzina mogła mnie nienawidzić. Ja już swoje wycierpiałam. Zasłużyłam by być szczęśliwa.  Koniec z dołowaniem się! Z tą myślą wstała, ubrałam, koszulę siatkarza, poszłam zrobić śniadanie. Parząc kawę, poczułam jak ktoś obejmuje mnie w pasie i przyciąga do siebie.
- Witaj, skarbie- powiedział mi seksownie do ucha. Na sam dźwięk jego głosu, dostawałam rumieńców.- Uciekłaś mi zdecydowanie za szybko- pożalił się.
- Nie mogę uwierzyć w to, że tu jestem- przyznałam.
- Ja też- powiedział i pocałował mnie w szyję. To mogłoby trwać wiecznie
- Musimy się dziś gdzieś ruszać?- spytałam.
- Mam mecz i raczej się z niego nie wykręcę.
- W porządku- dotknęłam jego policzka.- Nie musimy się już ukrywać.
- To prawda. Będziesz siedziała na trybunie w mojej koszulce i każdy będzie wiedział, że jesteś moja- oznajmił, a ja szeroko się uśmiechnęłam. Nareszcie normalność.
   Kilka godzin później siedziałam już na swoim miejscu, mając na plecach napis "Włodarczyk". Miło było wyjść z mieszkania, trzymając się za ręce i bez obawy, że ktoś przyłapie nas na gorącym uczynku. Dobrze, że po powrocie z Zakopanego nie odebrałam od przyjmującego swojej walizki, bo nie miałabym co na siebie włożyć. Tak więc na godzinę przed meczem czekałam już na trybunach na mojego mężczyznę.
- Maja!- usłyszałam za sobą głos Oli. Odwróciłam się i zobaczyłam jak do mnie podbiega.- Jesteś cała- stwierdziła z ulgą i mnie przytuliła.
- Tak, nic mi nie jest- uśmiechnęłam się szeroko.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Jak ten kretyn to zepsuje to urwę mu... No wiadomo co.
- Co się działo jak uciekłam?- nurtowało mnie to pytanie.
- No cóż- wzięła głęboki oddech.- Przemek na początku zrobił się czerwony, potem fioletowy potem znowu czerwony i to nie był przyjemny widok. Kornelia w sumie patrzyła na to całe przedstawienie z uśmiechem. Twoja babcia kompletnie nie wiedziała co się dzieje. Rodzice Przemka się nieźle wkurzyli, była awantura jak rzadko. Twoja mama się popłakała...- dodała niepewnie. Wzięłam głęboki oddech.
- Trudno- skwitowałam.- Zasługuję na coś lepszego i Przemek też. To nie mogło się udać.-Prosząc blondynkę o zmianę tematu, chciałam uciec od przykrych myśli. Musiałam się podbudować psychicznie. Przez następne półtorej godziny, wariowałam na trybunach. Wojtek grał znakomicie. Cieszyłam się jak głupia z każdego zdobytego punktu. Oszalałam z radości jak to właśnie on dostał mvp meczu. Podbiegłam do band i rzuciłam mu się na szyję.
- Zasłużyłeś, byłeś najlepszy- powiedziałam zachwycona.
- Nic dziwnego skoro miałem taki doping- uśmiechnął się i skradł mi buziaka, a potem na dobre przyssał do moich ust. W ogóle mi to nie przeszkadzało.
- Wojtek, zostaw Maję w spokoju- usłyszałam niedaleko nas głos Karola i chciałam się oderwać od przyjmującego, ale nie było mi to dane. W końcu siatkarz dał mi zaczerpnąć tchu.
- Nigdy- odpowiedział koledze, tuląc mnie do siebie.- Wezmę szybki prysznic i spadamy do domu, zgoda?
- Może pójdziemy na ciastko?- zaproponował środkowy.
- Daj im się sobą nacieszyć- zaśmiała się jego dziewczyna.
- Tylko bez szaleństw- pogroził żartobliwie palcem Kłos i zostawili nas samych.
- Będę czekać przed halą. Trochę mi gorąco.- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Rozpromieniona ubrałam kurtkę i zabrałam rzeczy. Dawno nie czułam się tak wspaniale. Dobrze jednak czasem zaryzykować. Na korytarzu spotkałam mojego byłego szefa.
- O, witam! A pani przypadkiem nie miała ślubu?- zdziwił się.- Karol prosił o wolne na wczoraj. Kręcił?
- Nie!- zaprzeczyłam. Jeszcze tego brakowało, żeby Kłos miał przeze mnie kłopoty.- Wczoraj miał być mój ślub, ale wciąż jestem panną.
- Uuuu. To chyba źle?
- Wręcz przeciwnie- odpowiedziałam. Pogadaliśmy jeszcze przez kilka minut.
- No cóż. Nie nadążam za tym światem- oznajmił na zakończenie naszej pogawędki i zaśmiał się.- Do zobaczenia.
- Do widzenia- pożegnałam się i poszłam w swoją stronę. Wyszłam przed budynek i z uśmiechem na ustach wdychałam świeże powietrze.
- Mówiłem, że cię dopadnę- nagle pojawił się obok mnie Przemek. Zrobiłam wielkie oczy, ze strachu.- Jak mogłaś mi to zrobić? Wiesz na jakiego osła wyszedłem przed całą rodziną, wszystkimi ważnymi osobami w mojej branży?
- I tylko to cię interesuje tak? Posłuchaj nie zachowałam się fair, przyznaje. Jednak nie potrafiłeś mi dać miłości i ja tobie również.
- Co się z tobą stało? Nie widzisz co on z tobą zrobił? Jak byłaś tylko ze mną to się tak nie zachowywałaś..
- To najlepszy dowód na to, że jedyne co robiłeś to gasiłeś mnie- oznajmiłam, a jego zatkało. Chciałam się odwrócić na pięcie i odejść, ale chwycił mnie za rękę.
- Maja, stój!- krzyknął, a moją głowę zaatakowało jedno, ostatnie, brakujące wspomnienie.
   I w końcu podjęłam ostateczną decyzję. Nie mogłam czekać. Musiałam załatwić tą sprawę jak najszybciej zanim opuści mnie cała odwaga. Pędziłam jak szalona na swoje osiedle, by zerwać z Przemkiem. Chciałam dać szanse Wojtkowi. Weszłam do mieszkania i nie rozbierając się, wpadłam do salonu.
- O, hej- przywitał się mój narzeczony.
- Musimy porozmawiać- oznajmiłam stanowczo i usiadłam obok niego. Wyłączył telewizor.
- Tak?
- Mam kogoś- przyznałam, a jemu z twarzy odpłynęła krew.- To nie wszystko- kontynuowałam, gdy otwierał usta, by coś powiedzieć. Wzięłam głęboki oddech.- Odchodzę od ciebie...
- Nie możesz... Nie! Ja się nie zgadzam!- krzyknął.
- Przykro mi, ale to nie ma sensu. Nie kocham ciebie tylko jego.
- Kto to?- wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- To nieważne. Ale to już koniec Przemek. Ślubu nie będzie. Przepraszam- wstałam i wybiegłam z mieszkania.
- Maja, stój!- poczułam jak szarpie mnie za rękę. W tym momencie poślizgnęłam się i spadłam ze schodów. Jęknęłam z bólu. Obraz zaczął się rozmazywać aż w końcu zapadła ciemność.

Zaczerpnęłam głębokiego oddechu i otworzyłam oczy. W tym momencie wpadłam w dziki szał.
- To ty!- warknęłam.- Ty zepchnąłeś mnie z tych schodów! Wybrałam wtedy Wojtka, a ty mnie zepchnąłeś!
- To był wypadek- bronił się.
- Co?!- obok nas znalazł się Włodarczyk.- Łapy precz od mojej kobiety!- rzucił na bok torbę treningową i podszedł do nas. Wyrwał moją rękę z uścisku mojego niedoszłego męża i jego odepchnął. Nie widziałam jeszcze nigdy go tak wściekłego i zdeterminowanego.
- To jest moja kobieta!- odwarknął Przemek.
- Już nie! Ile razy ma ci to powtarzać?!- zaczęli się do siebie niebezpiecznie zbliżać.
- Odwal się!-pchnął Nowak Wojtka. Ten nie wytrzymał i się na niego rzucił. Zaczęli się okładać pięściami. 
- Przestańcie!- nie wiedziałam kompletnie co mam robić. Bałam się nawet do nich zbliżyć. W końcu Włodarczyk okazał wyższość nad przeciwnikiem i przyszpilił go do ziemi.
- Powiem to tylko raz!- warknął.- Zostaw nas w spokoju, bo marnie skończysz!
- Wojtek!- z hali wybiegł Wlazły z Wroną.- Co robisz?!- odciągnęli przyjmującego od młodego biznesmena. Ten rzucił mi ostatnie wrogie spojrzenie i po prostu odszedł.
- I żebym cię więcej nie widział!- zawołał jeszcze za nim.
- Ej, chłopie uspokój się!- przystopował go Andrzej.
- Dobra już okej- powiedział do nich i podszedł do mnie.- Wszystko w porządku?- spytał, a ja pokiwałam głową. Pocałował mnie w czubek głowy i przytulił. 
- Nic ci nie jest?- zmartwiłam się. Byłam wciąż w szoku po zaistniałej sytuacji.
- Trafił mnie przypadkowo- zaczął się ze mną droczyć, a ja wiedziałam, że to dobry znak. Czyli nic mu nie było i mogłam odetchnąć z ulgą.- Ale pomyśleć, że gdyby nie on to skończyłoby się to już o wiele wcześniej- westchnął smutno.

--------------------------------------------------------
A jednak wszystko jest dobrze. NARAZIE XD Tymczasem oficjalnie ogłaszam że następny rozdział będzie w środę chyba, że tornado porwie mi dom, nie bedzie prądu, nie będę mieć neta, żeby opublikować xd
Mam dwa rozdziały do przodu także luzik ;) Cieszcie się sielanką póki możecie, bo mam plan i zdecydowanie wam się nie spodoba. xd
I dziękuje za 1002 wyświetlenia jednego dnia ^^ i 42 komentarze pod ostatnim postem xd Ciesze się póki mogę bo jak ten blog skończę to o Wojtku Ferensie pewnie nie będzie tyle osób czytać xd
Przepraszam, że nie odpowiedziała jeszcze na LA ale cierpię na brak czasu :( Za niedługo nadrobię ;)
Jeśli chcecie wypromować swojego bloga polecam nową stronę na Fb " Siatkarskie opowiadania fun fiction". Strona ma galerię ze zdjęciami siatkarzy i umieszczane są w opisach linki do opowiadań ;)


sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 22

   Żyłam z dnia na dzień. Próba przetrwania każdej godziny była morderczym wyzwaniem. Wszyscy wokół żyli tak jakby się nic nie stało, a ja nie mogłam i nie chciałam zapomnieć. Przemek wprowadził się z powrotem po kilku dniach. Udawał tak jak inni, że nic się nie wydarzyło. Okazało się, że jest zdrowy, ale wciąż musi się stosować do zaleceń lekarza. Tymczasem moje serce nieustannie krwawiło.
   Musiałam powoli stawać na nogi. Cała moja egzystencja opierała się na chodzeniu do pracy i próbowaniu się nie rozpaść. Czuwała nade mną Ola. Gdyby nie ona prawdopodobnie ponownie miałabym problem z jedzeniem.
   Przygotowania do ślubu szły pełną parą. Wszystko było dopracowywane. Ja zostałam odsunięta od wszelkich zadań. Na głowie miałam tylko kupno sukni ślubnej. Zwlekałam bardzo długo, ale w końcu musiałam którąś wybrać. Poprosiłam Olę o pomoc, ale moja mama również chciała w tym uczestniczyć. I co ja mogłam zrobić? Udawałam, że wszystko jest w porządku, po raz kolejny.
- Pamiętam jak ja szukałam sukni ślubnej- zaśmiała się moja rodzicielka.- Nie mogłam znaleźć odpowiedniej. Chodziłam po sklepach miesiącami- westchnęła głośno. Przynajmniej ona miała dobre wspomnienia.- Mam nadzieję, że uda nam się kupić odpowiednią.
- Tak na pewno- powiedziałam, próbując się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego tylko mało przekonywujący grymas.
- Ja myślę, że nie jest za późno- próbowała jakoś odwrócić uwagę mojej mamy Ola.
- A ty masz chłopaka i nie śpieszy się wam do ślubu?
- Pierwsze to muszę skończyć studia, a po drugie Karol musi się oświadczyć- powiedziała blondynka.
- Ach, ci chłopcy- zaśmiała się moja mama.- Czasem trzeba ich naprowadzić- zwróciła się do Oli.
- Mamo- jęknęłam, ale mimowolnie się zaśmiałam.
- No co? Trzeba wiedzieć takie rzeczy.
- Ja ci potem wszystko wyjaśnię- obiecała mojej przyjaciółce, a ja przewróciłam oczami.
   Właściwie już w pierwszym sklepie mogłam kupić suknię ślubną, ale mojej mamie nie odpowiadała. Starałam się udawać, że mi zależy. Jednak dla mnie to nie było nic wyjątkowego. Wszystkie były identyczne. Pojechałyśmy nawet do Łodzi. Godzinami chodziłyśmy od sklepu do sklepu. Chciałam choć wykazać odrobinę entuzjazmu.
- Maja już?
- Zaraz wyjdę- przejrzałam się sobie obojętnie w lustrze i wyszłam z przebieralni.
- Maja- moja mam chwyciła się za serce.- Wyglądasz przepięknie. Bierzemy tę sukienkę.
- Dobrze- nie sprzeciwiłam się. Co za różnica w czym pójdę?

Dzień przed ślubem...
   Spakowałam kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Dzisiaj miałam nocować u rodziców. Ten miesiąc był jak oczekiwanie na wyrok. Może ślub coś zmieni? Nie byłam pewna. Jedyne co wiedziałam, że coś takiego jak szczęśliwa przyszłość dla mnie już nie istniała. Pojechałam w stronę rodzinnego domu okrężną drogą. Przejechałam obok hali. Byłam ciekawa co u niego. Ola mówiła, że średnio radzi sobie z tą całą sytuacją. Tak bardzo bym chciała mu jakoś pomóc, ale nie mogłam nic zrobić. Ze smutkiem, ruszyłam dalej, tym razem prosto do celu.
- Maja, no nareszcie- przywitała mnie mama.- Babcia Irenka już jest- poinformowała mnie.- Idź się przywitać.- Zrobiłam o co poprosiła. Poszłam do salonu, gdzie siedział nasz gość.
- Witam cie, kochanie- przytuliła mnie.
- Cześć, babciu. Jak podróż?
- Dobrze, dziękuje. Ale czy coś się stało? Jesteś jakaś smutna.
- To przez te nerwy- rzucił mój ojciec.
- A gdzie Kornelia?- spytała.
- Za niedługo przyjedzie- popatrzyłam na niego przerażona. Oby tylko nie z nim. Nie zniosę tego. Czy powie o wszystkim? Co babcia sobie o mnie pomyśli? Jak na zawołanie w progu pojawiła się moja siostra, a obok niej Włodarczyk. Wyglądał okropnie. Takiego smutku nie widziałam jeszcze w żadnych oczach,
- Babciu, jak miło cię widzieć- uśmiechnęła się do starszej kobity modelka.
- Ciebie też wnusiu. A to twój kawaler?- zaśmiała się.
- Dzień dobry, pani- podał jej rękę.- Wojtek- przedstawił się.
- Miło cię poznać. Długo jesteście razem?
- Właściwie nie, ale spodziewamy się dziecka- chwyciła go za rękę i położyła ją na swoim brzuchu. W oczach stanęły mi łzy. Robiła to celowo, żeby sprawić mi ból. I udało jej się.
- Maja, na pewno wszystko dobrze. Zbladłaś...
- Pójdę się na moment zdrzemnąć na górę. Przepraszam- popatrzyłam na nich przepraszająco i gdy tylko wiedziałam, że zniknęłam im z pola widzenia ruszyłam biegiem schodami, by schować się w czterech ścianach. Kiedy zamknęłam za sobą drzwi mojego azylu, zaczęłam głośno oddychać. Starałam się uspokoić. Rzuciłam się na łóżko i schowałam twarz w poduszkę. Wszystko odżyło. Wystarczyło, żebym go zobaczyła, a rany, które powoli się goiły, ponownie zostały rozdrapane. Jeszcze ta przeklęta szopka Kornelii. Zasłużyłam sobie na to, byłam tego świadoma. Jednak wiele bym dała, żeby być na jej miejscu.

Otworzyłam oczy. Byłam w łóżku, w NASZYM domku, niedaleko Bielska. 
- Witaj, kochanie- usłyszałam dobrze znany mi głos.
- Wojtek!- rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam całować. Jak bardzo za nim tęskniłam.
- Moja, Maja- wyszeptał mi na ucho, zmysłowym głosem, kiedy tylko się od siebie oderwaliśmy.
- To sen...- stwierdziłam z rozczarowaniem.
- Posłuchaj mnie uważnie. Nie rób tego. To on to zrobił. To niebezpieczne.
- Ale co?
- To on- wyszeptał i zaczął odchodzić.
- Wojtek, stój! Nie zostawiaj mnie!- krzyczałam, a łzy zaczęły cieknąć mi po policzkach.
Odszedł. On znowu odszedł. Z ust wyrwał mi się przeraźliwy krzyk.

   Obudziłam się z wrzaskiem na ustach. Byłam cała spocona, a pościel była brudna, od mojego tuszu do rzęs. Był wczesny ranek, ale ja już nie mogłam spać. Popatrzyłam za zegarek: 05:43. Pozostało mi sześć godzin i siedemnaście minut wolności. Poszłam do łazienki wziąć prysznic.  Kosmetyczka i fryzjerka miały dotrzeć do nas do domu. Nie mogłam przeżyć, że Włodarczyk był wczoraj tak blisko, na wyciągnięcie ręki, a mimo to był nieosiągalny.
   Zeszłam do kuchni i zaparzyłam sobie gorącej kawy. Usiadłam przy stole i delektowałam się aromatem napoju. Jednego mogłam być pewna- dziś już będzie po wszystkim, mój los zostanie przypieczętowany, a ja nie będę musiała się dłużej zastanawiać, czy zdołam wyjść za Przemka. Siedziałam 2 godziny, wpatrując się bez celu w ścianę. Nie miałam nawet siły, żeby płakać. Chciałam tylko, aby to wszystko jak najprędzej się skończyło.
- Kochanie, ty już na nogach? Rozumiem, nerwy i te sprawy- zaśmiała się moja mama. Czy ona nie mogła przestać udawać?- Robię tacie śniadanie, bo jedzie do hotelu i na salę sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.
- O której będzie fryzjerka?
- Przyjdzie razem z kosmetyczką w samo południe.
- Pójdę do siebie- oznajmiłam. 
Położyłam się na łóżko, zaczęłam robić to, co wielokrotnie przez ostatni miesiąc- tępo wpatrywać się w przestrzeń. Po godzinie usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę- zawołałam i usiadłam na łóżku. Gdy zobaczyłam Olę, kamień spadł mi z serca.
- Jak się czujesz?- spytała, podchodząc do mnie.
- Nic nie czuję. Wypłakałam to co miałam wypłakać...Chyba- dodałam, czując jak łzy gromadzą mi się pod powiekami. Blondynka natychmiast mnie przytuliła.
- Maja, nie musisz za niego wychodzić...
- I co mi to da? Odwróci się ode mnie rodzina, a Wojtek i tak nie będzie mój. Zostanę sama.
- Jeśli mogę cokolwiek zrobić...
- Po prostu bądź przy mnie dzisiaj i pilnuj, żebym się nie rozsypała.
   Do południa zdążyłam nad sobą zapanować i przybrać maskę obojętności. Na to tylko było mnie stać. W domu roiło się od ludzi. Wszyscy gdzieś biegali, tylko ja byłam spokojna. W milczeniu znosiłam wszystkie zabiegi fryzjerki i kosmetyczki. Nawet się nie obejrzałam, jak byłam uczesana, umalowana i ubrana w suknie ślubną. Spojrzałam na siebie w lustrze. W oczach nie było radości. Czy o takim ślubie marzyłam? Na pewno nie, ale było za późno. To ja wszystko zniszczyłam.
O 14;30 przyjechał Przemek z rodzicami. Czekali w korytarzu. Gdy schodziłam na dół, czułam na sobie ich spojrzenie. Podniosłam wzrok, by sprawdzić reakcję. Mój narzeczony nawet się uśmiechnął na mój widok.
- Maja, wyglądasz przepięknie- zachwycił się mój tata.
Rodzice udzielili nam błogosławieństwa i kilka chwil później Przemek prowadził mnie do samochodu. Otworzył przede mną drzwi i pomógł wsiąść, a następnie zajął miejsce obok mnie.
- Pięknie dziś wyglądasz- powiedział i pocałował mnie w dłoń.
- Dziękuje- próbowałam się uśmiechnąć. Nie zasłużyłam sobie na niego. Ile razy można wybaczyć zdradę z jedną i tą samą osobą? Zdecydowanie za szybko minęła mi droga do kościoła. W myślach cały czas wspominałam Włodarczyka. Tylko tego mi nikt nie zabierze. Przed świątynią było już mnóstwo ludzi. W końcu wesele na 300 osób... Z pomocą narzeczonego wyszłam z samochodu. Podeszliśmy pod drzwi. Przemek zniknął już w tłumie. Poszedł sprawdzić u swojego świadka, czy ma obrączki, a potem miał już czekać w środku przy ołtarzu. Oddaliłam się nieco od tłumu. Musiałam zaczerpnąć kilku głębokich wdechów. Dostrzegłam Kornelię, która paliła papierosy, razem ze swoją przyjaciółką.
- Nie podziękowałam ci jeszcze za USG- zaczęła moja siostra.
- Podziałało? 
- Chciał pójść do ginekologa wiec poprosiłam tą twoją znajomą, żeby wrzuciła jakąś płytkę. Żebyś widziała jego minę jak zobaczył płód- zaśmiała się.
- Nie jesteś w ciąży!- krzyknęłam z oburzeniem, podchodząc do nich.
- Oczywiście, że nie- prychnęła.- Zasłużyliście sobie oboje na każdą chwile cierpienia! Wiesz co mi dzisiaj powiedział? Że nawet nosząc jego dziecko, nie sprawie, że mnie pokocha i nigdy ze mną nie będzie!- widziałam w jej oczach szał i łzy.- Nie chce mnie, tak po prostu- szepnęła.- Zabrałaś mi go i teraz płacisz odpowiednia cenę- wysyczała.- Jest już za późno, żeby cokolwiek zrobić- zaśmiała się.
- Maja, już czas- przyszedł po mnie ojciec.- Goście są w środku, czekają na ciebie- wziął mnie pod ramie i poprowadził mnie pod budynek. Kornelia weszła do środka, posyłając mi triumfalny uśmiech. Gdyby nie jej kłamstwo byłabym teraz z Wojtkiem. Po chwili i na nas przyszedł czas. Pod rami z ojcem weszłam do kościoła. Wszyscy wstali, w tle zagrzmiały organy, a przy ołtarzu czekał Przemek. Za późno na wszystko........

----------------------------------------
Wróciłam xd Praga piękna, ale jednak dom to dom ;)
Dziękuje wszystkim za nominację ;) Odpowiem na pytania i nominuję jak znajdę więcej czasu ;)
Przepraszam za błędy
Do następnego ;) <3

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 21

- Jesteś w ciąży?- spytał przerażony Wojtek.
- Tak- powiedziała, zanosząc się szlochem.- Szukałam cię, bo ja się tak strasznie boję- przyznała.- A ty co siostrzyczko?- zwróciła się do mnie z ironią.- Mogłaś odebrać mi chłopaka, a będziesz w stanie odebrać ojca mojemu dziecku?
Nie byłam w stanie wykrztusić z siebie ani słowa. Podobnie jak Włodarczyk. Był w wielkim szoku. Stał w bezruchu, wpatrując się w Kornelię.
- Po nich można już się wszystkiego spodziewać- prychnął Przemek. Tak po prostu odwrócił się i zaczął iść w kierunku naszej klatki.
- Przemek, poczekaj!- pobiegłam za nim.- Daj mi wyjaśnić!- prosiłam, ale on nie zwracał uwagi na moje słowa. Zatrzymał się dopiero, gdy znaleźliśmy się w naszym mieszkaniu.- Posłuchaj mnie przez moment!
- Po co? Chcesz rozmawiać o tym jak przez kilka miesięcy przyprawiałaś mi rogi?!- zaczął krzyczeć.- Wybaczyłem ci zdradę i to dwa razy! Ale co ty sobie wyobrażasz w ogóle?! Patrz co narobiłaś! Już nawet nie chodzi o nas. Jak mogłaś zrobić coś takiego własnej siostrze? Czy ty się tym nie brzydziłaś ani przez moment?
- To nie tak! To wszystko się zaczęło przypadkiem! Byłam pijana, a ty mnie tak źle traktowałeś, że...
- Przyznaję, nie było między nami dobrze ostatnimi czasy, ale przykro mi, kryzysy w związkach się zdarzają. Załóżmy, że byłabyś z Wojtkiem, pojawiłyby się problemy i co dalej? Jego też byś zostawiła? I tak niech się cieszy, że mu nie przypierdoliłem- oznajmił i wyjął walizkę.- Na kilka dni wyprowadzam się do hotelu. Nie mogę na ciebie patrzeć.- Spakował kilka swoich rzeczy i wyszedł mieszkania. Zostałam sama, To byłoby zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Ostatnie dni były po prostu darem od losu przed okrutnym wyrokiem. Zniszczyłam wszystko po raz kolejny. Teraz będę zmuszona patrzeć jak wychowuje jej dziecko. Jeśli w ogóle będę przebywać z rodziną. Nie zdziwię się jeśli w ogóle nie będą chcieli mnie znać. Spodziewałam się w ciągu najbliższych dni wizyty rodziców. Zagadką jedynie było co od nich usłyszę.
   Miałam jedynie siłę, by położyć się na łóżku i zacząć płakać. Wszystko przestało mieć sens. Miało być tak idealnie. My, razem w końcu szczęśliwi. Jak widać nie było nam to dane. Byłam skłonna zdradzić własną siostrę, narzeczonego, rodziców. Byłam gotowa odwołać ślub. Ale nigdy nie zdołam być z Włodarczykiem w takich okolicznościach. My, a obok Kornelia z jego dzieckiem. Nie, ten plan był skazany na porażkę. Nasza relacja od początku nie zaczęła się tak jak powinna. Zaczęliśmy od zdrady i karma do nas wróciła.
   Najgorsza była ta pustka, która z czasem tylko narastała. Stała się nie do zniesienia. Ból, rozdzierający moją duszę, był zbawienny. Chwyciłam go i nie chciałam puścić, bo przypominał mi, że przez krótki czas przyjmujący był tylko mój, a nasze wspólnie spędzone chwile to nie mój wymysł. Mogli mi odebrać wszystko, ale nie wspomnień o nim. Wiedziałam, że dla mnie to nie było dobre rozwiązanie. To właściwie nie było żadne rozwiązanie, tylko próba ucieczki z rzeczywistości, do przeszłości, w której mieliśmy szansę. Zachowywałam się jak masochistka, ale cóż innego mi po nim pozostało? Nie obchodziła mnie przyszłość. Dla mnie ona przestała istnieć. Byłam świadoma, że świat stanie się dla mnie ponury, a każdy dzień będzie taki sam. Wszystko przestało mieć znaczenie.
    Straciłam chęć do życia. Płakałam całą noc. Rano znalazłam jedynie siłę, by zadzwonić do pracy i poprosić o jeszcze jeden dzień wolnego. Miałam szczęście, że wyrobiłam tyle nadgodzin. Nie mogłam zasnąć, nie byłam w stanie się poruszyć. Cały czas tylko leżałam, płakałam i przeżywałam koszmar od nowa. Może i byłam egoistką. A nawet na pewno nią byłam, bo jak teraz czuła się Kornelia? Widziałam jej przerażenie z powodu ciąży. Szukała ratunku. Nie powinnam jej była robić takiego świństwa. Po bliżej nieokreślonym czasie, usłyszałam pukanie do drzwi. Nie chciałam nikogo widzieć i nie pofatygowałam się, by pójść otworzyć, ale ktoś wszedł sobie sam, a mianowicie tak jak się spodziewałam- moi rodzice.
- Majka, gdzie ty jesteś?- usłyszałam głos ojca. Zebrałam w sobie wszystkie siły i podniosłam się z łóżka. Gdy uchyliłam drzwi do sypialni, nie byłam w stanie spojrzeć im w oczy.
- No i popatrz co ty narobiłaś...- zaczęła moja mama. Poszliśmy usiąść do salonu. Czułam się tak potwornie słabo.
- Maja, co cie opętało?- spytał się mnie tata.- Co ci do głowy strzeliło? Odpowiedz mi!
- Nie wiem... To było silniejsze ode mnie. Nie chciałam tego.
- Czy choć przez moment pomyślałaś w tym wszystkim o innych? Co się stanie z naszą rodziną? Jak na wszystko zareaguje Kornelia?
- Jest w bardzo opłakanym stanie- poinformowała mnie mama.- Trudno z resztą jej się dziwić.
- Dlaczego?- ponowił pytanie ojciec.
- Zakochałam się w nim...- wyszeptałam.
- Co ty w ogóle opowiadasz?! Jak mogłaś zakochać się w chłopaku młodszej siostry?! Miłość to nie zaspokajanie potrzeb, ale przede wszystkim myślenie o drugiej osobie! A co ty udowodniłaś tym wyskokiem? Że liczy się ktoś poza tobą?
- Za późno na wszystko. Gdybym mogła wszystko naprawić to...
- Możesz- przerwała mi mama, a w oczach miała łzy. Ją też zraniłam.- Weźmiesz ślub za miesiąc i wszystko będzie w porządku.
- Nie sądzę, żeby była jeszcze szansa.
- Rozmawialiśmy z Przemkiem. On również nie chce takiego cyrku na miesiąc przed wydarzeniem. Zorganizowaliśmy ci ślub jak z bajki! Nic nie musiałaś przy nim pomagać. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Miałaś się zająć tylko suknią. I ślub się odbędzie.
- Co?- spytałam przerażona i po raz pierwszy podniosłam głowę.
- Tak będzie lepiej. I dla ciebie i dla stanu Kornelii. Maja, dziecko proszę, wyjdź za niego i niech się ten cały koszmar skończy- wydukała moja mama i się najzwyczajniej w świecie rozpłakała.
- Dobrze, mamo. Jeśli Przemek się zgodzi ślub się odbędzie.
- Więc wszystko ustalone- powiedział mój tata i pomógł mamie wstać z kanapy. Usłyszałam jak rodzice zamykają za sobą drzwi. Było mi wszystko jedno czy wyjdę za Przemka, czy zostanę singlem. Mogli by mnie wydać równie dobrze za obcego człowieka, a ja bym nic nie zauważyła. Skoro tym miałam jakoś odpokutować za swoje winy, niech i tak będzie. Zrobię cokolwiek ode mnie zażądają.
   Wieczorem, po dniu spędzonym na leżeniu na kanapie i tępemu wpatrywaniu się w sufit, ponownie ktoś chciał mnie odwiedzić. Tym razem sama wstałam i otworzyłam drzwi. Moim oczom ukazał się zmarnowany obraz Wojtka. Wszedł do mieszkania i natychmiast mnie do siebie przytulił.
- Maja, ja tak bardzo przepraszam- wykrztusił z siebie drżącym głosem.- Po prostu ja byłem tak załamany jak straciłaś pamięć, a jak cię z nim zobaczyłem to już nie wytrzymałem. Byłem taki głupi.
- Wojtek, to już nie ma znaczenia- odsunęłam go lekko od siebie.- Oboje wiemy, że to już koniec- powiedziałam, a łzy popłynęły po moich policzkach.- Musimy się z tym pogodzić.
- Nie mogę uwierzyć, że nigdy już nie będziesz moja- wyszeptał. Pocałował mnie przelotnie ostatni raz i wybiegł z mieszkania.
- Już zawsze będę twoja- powiedziałam w przestrzeń, wiedząc, że jest zbyt daleko, by mnie usłyszeć.
   Następnego dnia znalazłam w sobie wystarczająco dużo siły, aby wstać z łóżka i przyszykować się do pracy. Ku mojemu zaskoczeniu odwiedziła mnie Ola, która jako kolejna płakała nad moim losem.
- Maja ja cie tak strasznie przepraszam. Tylko pogorszyłam sprawę...
- To nie twoja wina. Dziękuje, że mogłam spędzić z nim te ostatnie kilka dni. Może one dadzą mi siłę...
- Gdzie ty się wybierasz?
- Do pracy. Muszę zacząć jakoś żyć.
- Jadłaś cokolwiek?
- Nie mam ochoty.
- Naszykuję ci coś- wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do kuchni. Po 10 minutach stał przede mną talerz jedzenia, ale nie mogłam nic przełknąć.
- Zjedz choć trochę. Jeśli nie dla samej siebie to chociaż zrób to dla niego, by nie patrzył jak robisz sobie krzywdę.
Chwyciłam widelec do ręki. Tyle mogłam zrobić. Chciałam przetrwać... Dla niego.

Z perspektywy Wojtka:

  Jeszcze nigdy nie byłem w takim szoku. Mam zostać ojcem? Mam mieć dziecko z Kornelią? To nie może być prawdą! Nie byłem w stanie nawet zaprotestować, kiedy Maja pobiegła za Przemkiem.
- Co dalej?- spytała modelka.- Zostawisz mnie z tym?- widziałem jak się trzęsie z przerażenia.
- Nie- przełknąłem gulę, którą miałem w gardle.- Zaopiekuje się dzieckiem. Wezmę za to wszystko odpowiedzialność.
- Chociaż tyle. Nie mogę uwierzyć, że mi to zrobiłeś!- ponownie zaniosła się szlochem.- Kochałam cię, rozumiesz? Tylko ciebie! A ty nie mogłeś się trzymać z dala od mojej siostry!- pokręciła głową.- Jadę do rodziców- odwróciła się i po chwili straciłem ją z oczu. I co ja miałem zrobić? Wszystko stracone. Pierwszy raz w życiu czułem się tak beznadziejnie. Wsiadłem do samochodu i odjechałem spod tego przeklętego bloku. Włóczyłem się bez celu po Bełchatowie. Nie wiedziałem co będzie dalej. Jak ja sobie z tym wszystkim poradzę? Widząc zakochane pary, czułem ukłucie w piersi. Mi i Mai ta normalność nie była dana.
   Wróciłem do swojego mieszkania. Jedyne co mi po niej pozostało to wspomnienia ostatnich dni. To było zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Na początku to był tylko sex, sama przyjemność, nic więcej. Nie sądziłem, że jedna kobieta może tak mocno zawrócić w głowie, przy czym człowiek nawet się nie spostrzeże. Całą noc myślałem nad tym, czy można jakoś rozwiązać tę sytuację. A co jeśli ona nie jest w ciąży?! Na samą myśl podniosłem się z kanapy i zadzwoniłem do Kornelii.
- Czego chcesz?- wypaliła.
- Chce iść jutro do ginekologa i na własne oczy się przekonać, że jesteś w ciąży- wysyczałem. To był ostatni płomyk nadziei.
- Jak możesz mnie tak ranić?- załkała do słuchawki.- Ale dobrze, umówię nas nawet na jutro i przykro mi, ale o mojej siostrze to ty w końcu zapomnij!- tylko tyle usłyszałem. Rozłączyła się. Nie obchodziło mnie, czy ją ranię, czy też nie. Jeśli istniała jakaś szansa to chciałem ją złapać.
   Rano podjechałem pod adres kliniki, którą Kornelia wysłała mi sms-em. Siedziała w poczekalni z podkrążonymi oczami. Bez słowa usiadłem obok niej. Nawet na mnie nie spojrzała. Nie czułem wyrzutów sumienia z powodu tego co się stało. Czułem się wściekły, że nie zerwałem z nią wcześniej.
- Kornelia Lisiecka- zawołała kobieta. Wstaliśmy i weszliśmy do gabinetu. Proszę, proszę, niech to będzie tylko głupi żart! Jednak rzeczywistość była okrutna. Na ekranie zobaczyłem dziecko. Miałem ochotę roznieść wszystko na strzępki. Dlaczego to musiała być prawda?
- Ciąża rozwija się prawidłowo. Nie rozumiem pani Kornelio, takiego nagłego niepokoju- powiedziała doktorka z uśmiechem.
- Chłopak chciał koniecznie zobaczyć swojego potomka- rzuciła słodkim udawanym głosikiem.
- Ma pani szczęście, że jedna pacjentka odwołała wizytę.
Wyszedłem jak najszybciej z tego cholernego budynku. Czyli nie zmyślała. Na prawdę wpadliśmy.
- I co? Masz już niezbite dowody?- spytała ze łzami w oczach. Pokiwałem głową.- Świetnie bo nie odsuniesz się od odpowiedzialności- powiedziała i odeszła. Dlaczego w ogóle z nią byłem? Chciałem ją zobaczyć ten jeden ostatni raz. Nie obchodziło mnie, czy jest sama, czy też nie. Musiałem ją przeprosić. Gdy tylko zobaczyłem jej przeraźliwy stan, odruchowo przygarnąłem jej drobne ciało do siebie.
- Maja, ja tak bardzo przepraszam- wykrztusiłem z siebie drżącym głosem.- Po prostu ja byłem tak załamany jak straciłaś pamięć, a jak cię z nim zobaczyłem to już nie wytrzymałem. Byłem taki głupi.
- Wojtek, to już nie ma znaczenia- odsunęła mnie lekko od siebie.- Oboje wiemy, że to już koniec- powiedziała, a łzy popłynęły jej po policzkach.- Musimy się z tym pogodzić.
- Nie mogę uwierzyć, że nigdy już nie będziesz moja- wyszeptałem. Pocałowałem ją przelotnie ostatni raz i wybiegłem z mieszkania.
Nie widząc co ze sobą zrobić pojechałem do Karola. Musiałem się komuś wygadać, zanim zrobiłbym coś czego bym później żałował. Drzwi otworzyła mi uśmiechnięta Ola, ale gdy tylko spojrzała na mnie, na jej twarz wkradło się przerażenie. Wszedłem bez zaproszenia, goszcząc się na kanapie.
- Wojtek co się stało? Gdzie jest Maja?
- Przepadło, wszystko przepadło- powiedziałem, chowając twarz w dłoniach. Po chwili poczułem jak mnie przytula.
- Ale co się konkretnie stało?- usłyszałem głos środkowego. Nakreśliłem im bardzo dokładnie wydarzenia z ciągu ostatnich dni.
- O boże...- wyrwało się blondynce.
- Musisz coś dla mnie zrobić- zwróciłem się do Oli.- Ona jest w opłakanym stanie. Nie chcę, żeby wpadła w anoreksje, albo Bóg wie co jeszcze. Zaopiekujesz się nią, błagam?- poprosiłem, a dziewczyna pokiwała głową.
- A co z tobą?- spytał środkowy.
- Będę musiał jakoś to wszystko ogarnąć. Nie uśmiecha mi się bycie ojcem, ale tego nie mogę tak po prostu olać.
- Wojtek tak mi przykro- powiedziała, blondynka, kładąc mi rękę na ramieniu.
- Mi też- przyznałem.- Nawet nie wiesz jak bardzo.
Włączyłem telefon i popatrzyłem na zdjęcie, które przedstawiało cały mój świat- Maję Lisiecką- jedyną kobietę, którą kochałem i jedyną, której nigdy nie mogłem mieć.

------------------------------------------------------------
Miałam dodać jutro, ale ktoś mnie prosił, żeby było dziś i zmiękło mi serce. Dlatego rozdział dla tek kochanej osóbki ;) Oraz całej Loży, którą kocham nad życie i dziękuje, że wyciągnęła mnie z dołka <3
Następny już w sobotę :)
Przepraszam za błędy :)
Całuję ;*

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 20

   Staliśmy wtuleni w siebie na środku pokoju. Nie chciałam być nigdzie indziej. Tak bardzo za nim tęskniłam, a teraz był tu ze mną. Po chwili rozdzwonił się mój telefon. Oderwałam się od przyjmującego i poszłam sprawdzić kto to. Przełknęłam głośno ślinę, widząc imię mojego narzeczonego.
- Nie odbieraj- poprosił.
- Muszę...
- Maja, do jasnej cholery! Ja tak nie mogę- powiedział, próbując się uspokoić.Zalała mnie fala paniki.
- O czym ty mówisz?- spytałam przestraszona. Czy mogłam mu się dziwić? Nie, mógł czuć się wykorzystany i mnie nie chcieć. Wyrządziłam mu tyle krzywdy, że nie mogłam oczekiwać po nim głębokiego uczucia.
- Nie wytrzymuje już!- krzyknął.. Było mi słabo. Usiadłam na łóżku, czekając, aż powie to co ma mi do powiedzenia.- Wiem, obiecałem, że poczekam. Potem mnie rzucałaś i wracałaś do mnie. Ja nie chce się tobą dzielić- spojrzał na mnie. Po chwili podszedł do mnie i ukląkł. Popatrzył mi głęboko w oczy.- Nie chce być tym drugim. To mi nie wystarcza- pokręcił głową.- Zawsze nam coś przeszkadza. A ja chce po prostu być z tobą.- Na sam dźwięk tych słów moje serce biło szybciej.- Na litość boską, kocham cię, Maja! Jeśli to co czuję do ciebie to nie miłość to nie wiem co nią jest. Proszę, zostaw go i bądź ze mną.
- Dobrze- nawet nie zastanawiałam się na odpowiedzią, a zgoda wyszła szybciej z moich ust niż mogłam przewidzieć.
- Co?- spytał z niedowierzaniem.
- Pragnę tylko ciebie- powiedziałam.- Ta sytuacja i mnie niszczy. Jak będzie odpowiedni moment to...
- Nie- przerwał mi.- Na takie wiadomości nigdy nie ma odpowiedniego momentu. Obiecaj, że od razu jak wrócimy powiesz mu- zażądał. Widziałam tak ogromny ból w jego oczach. Miał rację. Tu nie było na co czekać. Nawet możliwość choroby Przemka, przestała być odpowiednim argumentem.
- Obiecuję, że zerwę z nim, gdy tylko wrócimy- powiedziałam.
- Naprawdę?- spytał niepewnie, a ja pokiwałam głową i ściągnęłam pierścionek zaręczynowy. Jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech. W jednym momencie siedziałam spokojnie na łóżku, a chwilę później zostałam porwana przez siatkarza w ramiona. Zaczął kręcić się ze mną wokół własnej osi. Pokój wypełnij się jego śmiechem.- Jesteś moja! Moja!- cieszył się. Niedługo po tym postawił mnie na podłodze.- Tak bardzo cię kocham- zapewnił i połączył nasze usta w gorącym pocałunku. Świat nie istniał.
- Tak, jestem twoja.
- Chodźmy na śniadanie- przerwał nasze czułości.
- Musimy się stąd ruszać?
- Tak, bo jesteś za chuda- rzucił oskarżycielsko.- Co cię strzeliło do głowy?
- Myślałam, że straciłam cię na zawsze i chciałam przestać istnieć.- Gdy usłyszał moje słowa jego twarz momentalnie złagodniała. 
- Dlatego teraz jako odpowiedzialny chłopak muszę cię troszkę podtuczyć.
   Do restauracji schodziłam wtulona w bok przyjmującego. Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa. On był naprawdę mój. Nie mogłam przestać się uśmiechać. Wojtek poszedł zamówić nasze śniadanie. Po chwili wrócił i oczywiście dla mnie była przewidziana podwójna porcja. Wiedziałam, że nie miałam co z nim dyskutować.
- Co dziś robimy?- spytałam.
- Może skorzystamy z tego, że tu jesteśmy i pójdziemy na Krupówki i Gubałówkę?
- Zgoda.
   Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. W Zakopanym było okropnie zimno. Jednak było to magiczne miejsce. Na samych Krupówkach mimo pory roku było mnóstwo turystów. Po obu stronach były budki z pamiątkami oraz mnóstwo restauracji. Jednak naszą uwagę przykuło coś innego, a mianowicie niewidoma kobieta, która śpiewała. Przystanęliśmy, by jej posłuchać. Spinała się za każdym razem, gdy ktoś podchodził, by wrzucić pieniądze do puszki. Po kolejnych dwóch piosnkach zrobiła sobie przerwę. Podszedł do niej jakiś chłopak i podał butelkę z wodą. Jakie jej życie musi być trudne. Ja bym nie podołała. Zrobiło mi się jej niewyobrażalnie żal. By ukryć łzy, wtuliłam się w Wojtka. Gdy już nad sobą panowałam, również podeszłam i wrzuciłam sto złotych.
   Po kilku minutach troszkę się otrząsnęłam i byłam w świetnym humorze. Po drodze można było spotkać różne osobistości m.in "miłe" maskotki, które wyzywały się od najgorszych, Janosika, czy lewitującego człowieka. Kiedy szliśmy na kolejkę, by wyjechać na Gubałówkę, zobaczyliśmy jak para skacze na bungee. Włodarczykowi bardzo spodobał się ten pomysł.
- Nie ma mowy, żebym z tobą skoczyła!- pisnęłam spanikowana.
- No proszę, chodź. Będzie fajnie- przekonywał.
- Chyba nie myślisz...- zaczęłam, ale zamknął mi usta pocałunkiem.- Okej, zróbmy to- zgodziłam się. Jakim cudem tak łatwo dałam mu się przekonać? Nie wiem, ale przeklinała się za swoją głupotę, kiedy wyjeżdżaliśmy na górę.
- Zabiję cię jak nie zginiemy- syknęłam przerażona, a on się zaczął śmiać i objął mnie.
- Spokojnie. Będzie super.
- Chciałabym podzielać twój optymizm.
- Jak będą państwo gotowi, mogą państwo skoczyć- poinformował nas chłopak.
- To co? Na 3?- spytał przyjmujący, a ja tylko chwyciłam go za rękę i wzięłam głęboki wdech.
- Raz, dwa... I trzy!- skoczyliśmy równo. Widziałam jak ziemia się przybliża. Zginiemy! Na pewno! Całe życie przeleciało mi przed oczami. Z ust wyrwał mi się przeraźliwy wrzask. Poczułam jak lina się napina i wyrwało nas z powrotem odrobinę w górę. Włodarczyk zaczął się śmiać. Po kilku minutach zaczęli nas powoli opuszczać. Nie posiadałam się z radości, gdy czułam pod stopami stały grunt.
- To było fantastyczne!- uśmiechnęłam się.
- A nie mówiłem?- ucieszył się.
- Jednak wiedz, że już nigdy więcej tego nie zrobię.
   Na koniec poszliśmy do restauracji i każde z nas zamówiło sobie wielkiego steka. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czułam się tak beztrosko.
- Przepraszam, czy mogę prosić o autograf?- podeszła do nas jedna z kelnerek.
- Tak, jasne, gdzie podpisać?- spytał biorąc od niej marker.
- Tutaj- powiedziała, odsłaniając ramię. Aż mnie wbiło w krzesło. Jeszcze bardziej się wkurzyłam jak Włodarczyk wstał i podpisał się jej tam gdzie chciała. Zacisnęłam ręce w pięści. Czy ona musiała tak mu machać cyckami przed oczami? W ogóle co on się tak długo gapił.
- Proszę.
- Dziękuje- uśmiechnęła się zalotnie.- Gdyby coś chciał Wojtek, tylko mnie zawołaj- puściła mu oczko i poszła dalej. Tak kręciła tyłkiem, że zaraz, by jej z zawiasów wypadł. Spojrzałam na Włodarczyka wzrokiem, który mógłby zabić.
- Dlaczego tak na mnie patrzysz?- spytał niewinnie.
- Ty już dobrze wiesz dlaczego- prychnęłam, a on przysunął się do mnie.
- Jesteś zazdrosna- wymruczał mi do ucha i zaczął całować moją szyję. I jak ja miałam pozostać niewzruszona na jego gesty. Próbowałam nie reagować, ale pokusa była o wiele silniejsza ode mnie. Chwyciłam jego twarz w swoje dłonie i złączyłam nasze wargi w namiętnym pocałunku. Nie obchodził mnie czas ani miejsce. Nareszcie mogłam się nim cieszyć tak naprawdę. Bez strachu, że ktoś nas zobaczy, bo decyzja została już podjęta.
- Wracajmy- poprosiłam, a on pokiwał głową. Zapłaciliśmy i opuściliśmy lokal. Gdy byliśmy już w pokoju spojrzałam na telefon. Mnóstwo nieodebranych połączeń i wiadomości od Przemka. Byłam zimną suką bez serca, on się tam pewnie o mnie martwił, a ja nie miałam odwagi odebrać od niego połączenia. Ku mojemu zaskoczeniu dzwoniła jeszcze Ola. Nie zastanawiając się długo, oddzwoniłam do przyjaciółki.
- Jesteś zła?- zapytała na wstępie niepewnie.- Posłuchaj ja wiem jak to wygląda i wiem, co mówiłam o zdradzaniu, ale ja już byłam przerażona! No bo wpadłaś w jakąś depresję, a jak mi powiedziałaś, że gdy nic nie pamiętałaś chciałaś Wojtka to pomyślałam, że pomogę ci do niego wrócić no bo wtedy jakby miałaś czystą kartę, nie?- nie mogłam przerwać jej tego monologu.- No a jak już wyglądałaś tak jak ostatnio to stwierdziłam, że tak nie może być no i no! Wyszło jak wyszło!
- Ola, spokojnie- zaśmiałam się.
- O raju, czyli, że nie gniewasz się?
- Nie. Jestem ci naprawdę bardzo wdzięczna- ktoś wyrwał mi słuchawkę z ręki, a ja podskoczyłam w miejscu ze strachu.
- Oboje jesteśmy ci wdzięczni- powiedział Wojtek.- Gdybyś tu była to bym cię uściskał.
- Karoooool! Udało się- usłyszałam ją przez telefon. Zachichotałam pod nosem.- Połóż ten mikser w tej chwili, nie będę znowu malować kuchni. Muszę kończyć bo mogę zaraz nie mieć kuchni i chłopaka!- krzyknęła jeszcze blondynka i się rozłączyła.

   Reszta pobytu minęła nam w spaniałej atmosferze. Spędziliśmy czas bardziej aktywnie. Mam na myśli góry. Jednak Włodarczyk wybierał mało ambitne szlaki. Poważnie traktował swoją małą misję "podtuczenia mnie" i stwierdził, że nie mogę spalić za dużo kalorii, co w nocy mu jakoś nie przeszkadzało.
   W poniedziałek po śniadaniu, wyruszyliśmy w drogę powrotną. Dobrze, że Karol z Olą mieli doskonale obmyślony plan i nie zostawili nas bez auta. W bagażniku Wojtek miał wciąż walizkę środkowego, którą otworzyliśmy z ciekawości i była wypchana jakimiś gazetami. Zaśmiałam się tylko i pokręciłam głową.
   Z minuty na minutę przybliżaliśmy się do Bełchatowa, a tym samym wszystko miało się naprawdę skończyć. Nie chciałam na razie myśleć o rodzicach, Kornelii, czy konsekwencjach. Liczyło się tylko, że facet, który obok mnie siedział, który był mój i za kilka godzin każdy mógł już o nas wiedzieć. Z przyjemnością myślałam o pozytywach. Będę mogła bezkarnie siedzieć na trybunie w jego koszulce i z dumą dopingować. Będę mogła iść ulicą, trzymając go za rękę. Cały koszmar z ukrywaniem się miał dobiec końca.
   Dotarliśmy pod mój blok po południu. Stresowałam się rozmową z Przemkiem. Kochałam go, ale nie wystarczająco mocno. Był kimś ważnym, jednak w starciu z Włodarczykiem zdecydowanie przegrywał. Musiałam dać mu wolność, by znalazł tą jedyną. Czułam się jak egoistka. Możliwe, że jest chory, obiecałam mu pomoc, a teraz chciałam go zostawić. Jeśli bym z nim została, żałowałabym tego do końca życia. Może i nie przetrwamy z Wojtkiem, ale chciałam się o tym przekonać, dając nam szanse. Jednak... jak to w życiu bywa, piękne plany często zostają tylko planami. Los nie daje im dojść do głosu.
- Na pewno chcesz iść sama?
- Tak, zasługuje, żeby mu wszystko wyjaśnić. Chociaż tyle jestem mu winna.
- No dobrze- westchnął.- Będę tu czekał- powiedział i pocałował mnie. Zaczęłam odpowiadać na ruch jego warg, nie zważając na miejsce.
- A nie mówiłam!- usłyszeliśmy kobiecy krzyk i oderwaliśmy się od siebie. Zobaczyłam Kornelię, idącą w naszym kierunku, rozwścieczoną, a za nią Przemka, który jak zwykle był opanowany. Bałam się spojrzeć w jego oczy. Bałam się tego co mogę w nich dostrzec.- Jak mogliście nam to zrobić? Co wy sobie wyobrażaliście?! Ile to już trwa?!
- Kornelia...- zaczęłam.
- Pytam ile!- zaczęła wrzeszczeć.
- Kilka miesięcy- odpowiedział spokojnie przyjmujący.
- Przecież tyle to my byliśmy razem! Od początku, zdradzałeś mnie z nią?- spytała z niedowierzaniem.
- Samo tak wyszło!- bronił się.
- Wiesz, że ja się w nim zakochałam- zwróciła się do mnie.- Przecież ci o tym mówiłam- prychnęła. I śmiałaś mnie pocieszać, kiedy ze mną zerwał?! Co z ciebie za siostra?!
- Jak mogłaś mi to znowu zrobić?- niespodziewanie, spokojnie odezwał się Przemek. Nie znałam odpowiednich słów, by to wszystko racjonalnie wytłumaczyć. Ścisnęłam mocniej rękę Wojtka, co dostrzegła Kornelia.
- Łapy precz od niego!- warknęła i zrobiła krok w moim kierunku, ale przyjmujący schował mnie za siebie.
- Jak się dowiedziałaś?
- To cie teraz interesuje? Świetnie. Gdy zostałam u ciebie na noc, przez sen gadałeś jej imię, po zerwaniu widziałam was razem w restauracji, a gdy dowiedziałam się od twoich kolegów, że jesteś z Karolem w górach, a ona z jego dziewczyną, gdzie w rzeczywistości robili zakupy w centrum handlowym miałam pewność- oznajmiła.- Dlaczego ona?- wysyczała.
- Chcemy być razem.
- Co?!- krzyknęła i zaczęła trząść się z wściekłości.- Pamiętasz jak Maja straciła pamięć, a ty przyjechałaś do mnie się "pocieszyć". Tak więc- zaczęła grzebać w torebce- czy dalej będziesz chciał być z nią, kiedy powiem ci, że noszę twoje dziecko?- spytała, ze łzami w oczach, trzymając w ręku USG.
Pragnę umrzeć...

--------------------------------------------------
Także no zmieniam adres i dane osobowe xd Taki był plan od początku xd To było to wielkie booom xd.
Nie umiem pisać dwóch blogów na raz. Ta historia zbliża się powoli do końca.
Po jej zakończeniu od razu biorę się za http://only-i-want-is-you.blogspot.com/2015/03/prolog.html
Przepraszam za błędy :)
Następny rozdział jest już napisany, ale nie wiem czy go dodam przed sobotą bo nie ma mnie od środy do piątku w kraju i nie wiem czy następny zdążę napisać, ale to się zobaczy ;)
Polecam stronkę na facebook'u https://www.facebook.com/pages/Siatkarskie-opowiadania-fun-fiction/359245717612348?fref=nf
Smacznego jajka :) Może zajączek i tutaj zajrzy ;)
Całuję ;* <3

niedziela, 29 marca 2015

Rozdział 19

   Obiecałam, że zacznę o siebie dbać. Skłamałam, a raczej nie dotrzymałam danego słowa. Nie umiałam normalnie funkcjonować. To wszystko przerastało mnie z dnia na dzień. Schudłam jeszcze bardziej. Wyglądałam jak chodząca śmierć. Mocno zarysowane kości policzkowe, podkrążone, opuchnięte od płaczu oczy i smutek wymalowany na twarzy, którego nie potrafiłam ukryć. Ten już okropny stan ciała i tak nie odzwierciedlał jeszcze bardziej opłakanego stanu duszy. Gdy znaleźli kogoś na moje miejsce, wszystko jeszcze bardziej się pogorszyło. W moim myślach istniał tylko Włodarczyk. Katowałam się wspomnieniami na wszystkie sposoby. Jedyną rzeczą, która sprawiała, że wychodziłam z domu była praca. Zatrudniłam się w jakimś biurze rachunkowym. Nie miałam problemu z wykonywaniem swoich obowiązków. Byłam jak robot. Zastanawiałam się jak długo jeszcze tak pociągnę. Dodatkowo Przemek był zestresowany oczekiwaniem na badania krwi. Skrupulatnie przestrzegał diety i stosował się do zaleceń lekarza. Widać było jak bardzo jest zestresowany. Jeszcze nie widziałam, żeby się czymś tak martwił. Chciałam, żeby był zdrowy. Nie zasłużył sobie na coś takiego.
- Maja! Jezuie przenajświętszy!- usłyszałam za sobą, gdy wyszłam z biura. Odwróciłam się i zobaczyłam przerażoną Olę. W oczach stanęły jej łzy, a ręka drżała jej z przerażenia. Podeszła do mnie.- Co ty ze sobą zrobiłaś?- spytała szeptem i przytuliła mnie. Nagle miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Zdawałam sobie sprawę, że wyglądam potwornie. Moją niedowagę było widać z daleka.
- Ola, co ty tu robisz?
- Nie myśl, że nie mam ludzi, którzy by mnie nie informowali jak jest naprawdę u ciebie- powiedziała, odrywając się ode mnie.- Wyglądasz nawet nie jak swój cień! Pojedźmy gdzieś usiąść i porozmawiać.
Dziesięć minut później siedziałyśmy w jakiejś kawiarni.
- Mów co się dzieje!- zażądała blondynka.
- Nie radzę sobie. Nie mogę się pogodzić z tym, że pozwoliłam mu odejść. Gdyby nie ten cholerny wypadek- wysyczałam przez zęby.
- Dlaczego nie jesteś z nim teraz?
- Przemek ma podejrzenie o białaczkę. Nie ściemnia. Chodzimy na konsultacje do lekarzy. Jeszcze nigdy nie był tak zdruzgotany...
- I co z tego?
- Jak to co z tego?!- oburzyłam się.
- Nie chcę być okrutna, ale myślisz, że swoim brakiem miłości mu pomożesz? Przecież jeśli jest chory to kiedyś może...
- Umrzeć wiem! I mam go tak zostawić?
- A czy ty chcesz umrzeć? Bo to tego doprowadzasz.
- Nie ma już sposobu, żebym była szczęśliwa- oznajmiłam. 
- Jak nic nie pamiętałaś jak się czułaś przy Przemku, a jak przy Wojtku?
- Gdy Przemek mnie dotykał, chciałam go odtrącić, czułam się jakbym kogoś zdradzała, nie mogłam go znieść. A przy Wojtku to zupełnie coś innego... Nie mogłam się trzymać od niego z daleka.
Ola posłała mi tajemniczy uśmiech, jakby coś kombinowała. Powinnam już wtedy zwęszyć podstęp.

- Słucham?- odebrałam pewnego dnia telefon.
- Hej, dasz radę wziąć w piątek i w poniedziałek urlop w pracy?- usłyszałam Olę.
- Raczej tak. Mam nadgodziny wyrobione. A czemu pytasz?
- To bierz. Zabieram cię do Zakopanego i bez wymówek!
- Mam jakiś wybór?
- Hm, niech pomyślę... Nigdy w życiu!- zaśmiała się.- Mam nadzieję, że nie pożałujesz- usłyszałam jej zbyt poważny ton i to dało mi do myślenia. Zachowywała się zbyt podejrzanie.
- Coś kręcisz, ale nieważne. Kiedy wyjeżdżamy?
- W ten czwartek.
- Ale to za dwa dni!
- Oj, nie narzekaj. Wierzę w ciebie. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia- pożegnałam się i rozłączyłam.
- Kto to?- obok mnie zmaterializował się Przemek.
- Ola, chce ze mną jechać do Zakopanego. Właściwie nie miałam się jak wykręcić- uśmiechnęłam się lekko pod nosem.
- Trochę odpoczynku ci si przyda- uśmiechnął się ciepło do mnie. 
W pracy bez większych przeszkód udało mi się załatwić urlop. Pojechałam z Przemkiem do Decathlonu kupić odpowiednie obuwie do chodzenia po górach. Dlatego w czwartek po pracy byłam zwarta i gotowa, żeby wyruszyć. 
- Baw się dobrze- powiedział Przemek i czule pocałował na pożegnanie.
- A ty się nie martw tymi wynikami. Na pewno będziesz zdrowy- próbowałam jakoś go pocieszyć. 
- Miejmy nadzieję. No, jedźcie ostrożnie.
Wsiadłam do auta Oli i odjechałyśmy spod naszego bloku.
- Naprawdę źle się czuję z tym, że jutro on odbiera te wyniki, a mnie nie będzie.
- Musisz odpocząć. Z resztą znowu schudłaś! Z tyłu mam sałatkę i kanapki. Natychmiast coś zjedz!- zażądała. Zrezygnowana zrobiłam co mi kazała. Nie miałam się co z nią kłócić. Z resztą wyglądała jakby się czymś stresowała.
- U ciebie wszystko gra?- spytałam. Ona zawsze martwiła się moimi problemami.
- Mam nadzieję.  Z resztą wszystko okaże się na miejscu.
- O czym ty mówisz?
- No jak będzie wyglądał... Nasz hotel- zaczęła coś kręcić. Dałam spokój tematowi. I siłą bym z niej nic nie wyciągnęła. Po kilku godzinach dotarłyśmy na miejsce. Było już ciemno.
- No i jesteśmy!- odezwała się z ulgą. GPS to dobra rzecz. Wiesz co zamelduj się już w pokoju. Jest na twoje nazwisko a ja skoczę do sklepu, ok? Rozbolała mnie głowa.
- Jechać z tobą?
- Nie idź się rozpakuj, zajmij łazienkę. Pójdzie nam wszystko potem sprawniej.
- No dobrze- zgodziłam się niepewnie. Wyciągnęłam z bagażnika walizkę. Gdy go zamknęłam, dopiero stwierdziłam, że nie widziałam walizki Oli. Co ona kombinuje? Muszę z nią koniecznie pogadać jak wróci. Nie byłam w hotelu a raczej pensjonacie. Właścicielem był góral, który pomógł mi z bagażem i dał klucze do pokoju. Weszłam i niemal od razu padłam na łóżko. Dziewczyna Kłosa dość długo nie wracała. Jednak po pół godzinie zadzwoniła.
- No, gdzie ty jesteś? Zgubiłaś się czy jak?- zaśmiałam się lekko.
- Mam nadzieję, że nie będziesz na mnie zła... Ja naprawdę chciałam dobrze. Po prostu nie mogę patrzeć jak cierpicie- powiedziała przepraszająco do słuchawki. W tle usłyszałam Kłosa i podniosłam się z łóżka.
- O czym ty mówisz?- spytałam. W tym samym momencie do pokoju wszedł Włodarczyk, gdy mnie zobaczył stał jak skamieniały. Rozłączyłam się i wpatrywałam przerażona w osobnika, stojącego przede mną.
- Maja, co ty tu robisz?- spytał zszokowany.
- Przyjechałam z Olą. Co ty tu robisz?- zaatakowałam jego.
- Przyjechałem z Karolem, ale poszedł po coś do sklepu.
- Chyba jest ze swoją dziewczyną w samochodzie- wskazałam na telefon.  Usiadłam na łóżku. Wojtek zaraz znalazł się obok mnie. 
- Schudłaś, znowu- warknął oskarżycielsko.
- Takie życie. 
- Na dole jest restauracja, chodź- wziął mnie za rękę i wyprowadził z pokoju.
Zjedliśmy kolejny raz w milczeniu. Nie mogłam uwierzyć w to co bełchatowska para zaplanowała. Z jednej strony byłam oburzona, ale z drugiej moje serce biło szybciej, kiedy on siedział obok. Po niecałej godzinie wróciliśmy do naszego WSPÓLNEGO pokoju. Gdy zamknęły się za nami drzwi coś we mnie pękło.
- Przepraszam, ale ja już tego dłużej nie zniosę- wyszeptałam, a Włodarczyk posłał mi pytające spojrzenie. Wręcz rzuciłam mu się na szyję, wpijając się w jego usta. Nie mogłam już się powstrzymać. Tak bardzo mi go brakowało. Bez dalszej zwłoki zaczęłam ściągać z niego bluzkę. Nie wiem skąd u mnie narosła taka żądza. Wojtek nie pozostał mi dłużny i również zaczął pozbawiać mnie części garderoby. Nim się spostrzegłam wylądowaliśmy w łóżku, gdzie daliśmy upust naszej tęsknocie, zasypiając dopiero nad ranem.
   Już dawno nie spałam tak dobrze. Budząc się czułam się wypoczęta jak nigdy. Spojrzałam na drugą stronę łóżka, która była pusta. Czyżby to był tylko piękny sen? Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam swój biustonosz i męską koszulkę. Uśmiechnęłam się pod nosem, czyli on tutaj naprawdę był. Założyłam czystą bieliznę i koszulkę przyjmującego. Po kilku sekundach zobaczyłam w drzwiach jej właściciela. Posłał mi niepewne spojrzenie. Bał się mojej reakcji? Niepotrzebnie. Chciałam się nim nasycić, wiedząc, że po powrocie będę jeszcze bardziej cierpieć. Pragnęłam wykorzystać każdą chwilę, dlatego z tą myślą, podeszłam do Wojtka i obdarowałam go namiętnym pocałunkiem. Czułam jak jego usta układają się w uśmiech.
- Nie mogę uwierzyć w to, że tu jesteś- powiedział, gdy się od siebie oderwaliśmy.
- Jestem i nigdzie się nie wybieram.
- Wybierasz- oznajmił stanowczo i odepchnął mnie lekko od siebie. Spojrzałam na jego rozgniewaną twarz i zalała mnie fala paniki.- Na śniadanie, Muszę cię podtuczyć- oznajmił, a ja odetchnęłam z ulgą.- A ty myślałaś, że co?- spytał, a mnie zatkało. Zaśmiał się cicho.- Nigdzie cię nie puszczę- obiecał przyciągając mnie do siebie i całując w czubek głowy.

-------------------------------------------------------------
Proszę na poprawę humoru <3 Rozdział słodki macie tylko dzięki mojej przyjaciółce Bystrej, która przekonała, żebym Wam trochę odpuściła, także wiele jej zawdzięczacie bo szykowałam katastrofę xd Ale wszystko w swoim czasie. Dlatego ten rozdział dedykowany właśnie jej, Mrówce i Pati :) Kocham Was <3
Powodzenia jutro bo w końcu poniedziałek ;)
Przepraszam za błędy
Jeszcze raz zapraszam na http://only-i-want-is-you.blogspot.com/2015/03/prolog.html
Moje nowe opowiadanie o Wojtku Ferensie, mam nadzieję, że będziecie ze mną :)
Do soboty ;)

sobota, 28 marca 2015

Rozdział 18

   Trudno było mi patrzeć na rozpacz Kornelii, wiedząc, że to ja jestem przyczyną jej nieszczęścia. Musiałam coś z tym zrobić. Nie mogłam się bezczynnie przyglądać. Nie zważając po raz kolejny na konsekwencje, pojechałam do mieszkania Włodarczyka. Gdy zaparkowałam auto, zawahałam się czy wchodzić czy nie. Jednak, pragnęłam coś w tej sprawie zrobić. Wyszłam do odpowiedniej klatki i wzięłam głęboki oddech nim nacisnęłam dzwonek. Chciałam sprawiać wrażenie mocno wściekłej, ale gdy zobaczyłam jego przygnębioną twarz mój ambitny plan runął. W pierwszej chwili myślałam nad tym, by wpaść mu w ramiona i za wszystko przeprosić.
- Maja- powiedział cicho, a w jego oczach zobaczyłam nadzieję.
- Mogę wejść? Musimy porozmawiać- oznajmiłam. Wpuścił mnie do środka. Mieszkanie odzwierciedlało nastrój przyjmującego. Gdy zobaczyłam puste butelki po alkoholu aż zaniemówiłam. I to wszystko moja wina.
- Przecież ty nie pijesz w trakcie sezonu...- rzuciłam mu spanikowane spojrzenie.- Nie możesz tak się niszczyć!
- Ty też nie wyglądasz najlepiej. Z resztą co cię obchodzi mój stan? Zostawiłaś mnie...
- I dlatego rzuciłeś Kornelię? Z zemsty?
- Byłem z nią, żeby być blisko ciebie. Teraz to już nie ma sensu.
- Nie możesz...
- Wszystko mogę. A teraz wyjdź- zażądał oschle.- Nie patrz tak na mnie. Nie chcesz mnie więc daj mi spokój- powiedział, nie patrząc na mnie. Zabolało. Przełknęłam głośno ślinę. Powstrzymując łzy, wyszłam najszybciej jak mogłam z mieszkania. Zachowywał się jakby mnie nienawidził. Ta myśl była nie do zniesienia. Wiedziałam, że nie zasłużyłam na nic dobrego. Jednak przyzwyczaiłam się do jego delikatności wobec mojej osoby. Potem ten idealny obraz zepsuł jeden incydent w jego salonie. Nadal trochę się go bałam, ale jednocześnie tęskniłam za jego dotykiem, nawet za jego obecnością. Ta sytuacja była znacznie trudniejsza niż sądziłam. Musiałam przetrwać za wszelką cenę.
   Pojechałam do centrum, gdzie z Olą umówiłam się na kawę. Potrzebowałam się komuś wyżalić. Rozmowa z przyjmującym strasznie mną wstrząsnęła.
- Maja, wyglądasz okropnie- stwierdziła na wstępie.- Schudłaś, masz sińce pod oczami i naprawdę nie pamiętam, kiedy się uśmiechałaś.
- Przejdzie mi... W końcu. Prawda?
- Słuchaj, nie popierałam tego co robiliście, ale gdy straciłaś pamięć to Wojtek zawrócił ci w głowie.
- Przed wypadkiem wybrałam chyba Przemka- broniłam się.
- Chyba?
- Powiedział mi, że przyznałam się do zdrady i dlatego zmieniliśmy datę ślubu. To dlatego teraz chodzimy na terapię. Podejrzewam, że ktoś mnie zepchnął ze schodów...
- Zaraz... Ty chyba nie myślisz, że to Wojtek?- dopatrzyła na mnie wzrokiem pełnym niedowierzania.- Chryste, Majka! Jak możesz? Wojtek cię kocha.
- Skąd mogę o tym wiedzieć? Powiedział mi to kiedyś? Nie!- broniłam się.
- Słowa bez czynów są puste. Przemek powtarzał ci, że cię kocha, ale czułaś to?- spytała, a mnie zatkało.- No właśnie. Przemyśl to jeszcze raz. Może i on udaje silnego i niewzruszonego, ale wiedz, że nie wiem czy kiedykolwiek tak cierpiał.
   Rozmowa z przyjaciółką tylko namieszała mi w głowie. Tak jak wcześniej byłam pewna swojej decyzji, tak teraz wróciłam do punktu wyjścia. Przez następne kilka dni zastanawiałam się czy aby na pewno postąpiłam dobrze. Tak bardzo tęskniłam za Włodarczykiem. Jego widok rozbijał moje serce na małe kawałeczki. Wracając pewnego dnia do domu nieco wcześniej, usłyszałam coś co zmieniło moje spojrzenie na całą sprawę. Weszłam zamyślona do swojego mieszkania i usłyszałam skrawek rozmowy Przemka z jakimś mężczyznom.
- Przepiszę ci leki, wprowadzisz dietę i potem skieruję cię na badania krwi. Te wyniki nie muszą oznaczać białaczki- kiedy usłyszałam słowo "białaczka" zmroziło mi krew w żyłach. Nie, nie, nie! Nie może być chory!
- Dziękuje, Kamil.
- Nie martw się na zapas. Do zobaczenia- nasz gość wyszedł z salonu i dopiero teraz poznałam naszego znajomego.- O, Maja- był zakłopotany.
- Białaczka?- wyszeptałam.
- Porozmawiaj z nim- powiedział tylko i zostawił nas samych. Z wielkim wahaniem poszłam do pokoju, w którym przebywał mój narzeczony.
- Więc słyszałaś...- stwierdził unikając mojego wzroku. Usiadłam obok niego i położyłam głowę na jego ramieniu.
- Damy radę. Nie martw się. Nie zostawię cię z tym- oznajmiłam z przekonaniem. Los w okrutny sposób pokazał mi ścieżkę, którą mam podążyć. Nie mogłam go w takiej sytuacji opuścić. Musiałam z nim być. Dlatego też następnego dnia w pracy napisałam swoje wymówienie. Nie potrafiłabym pracować w tym miejscu i patrzeć na Wojtka. On nie mógł już być nigdy mój. A kiedyś na pewno kogoś pozna i nie zniosę widoku innej kobiety obok niego. Wyszłam z gabinetu i gdy zamykałam drzwi, kartka z wymówieniem wypadła mi z ręki i poleciała kilka metrów korytarzem. Poszłam ją podnieść, ale ubiegł mnie Włodarczyk. Spojrzał na pismo, które trzymał i na jego twarzy zagościł szok.
- Wymówienie?- spytał.- Nie, nie możesz- pokręcił głową.
- Muszę- powiedziałam, starając się być niewzruszona na jego błagalny ton. Wziął mnie za rękę i zaprowadził do biura, z którego przed chwilą wyszłam.
- Dlaczego?- podszedł do mnie na tyle blisko, że czułam jego oddech.
- Wojtek, to nie ma sensu. Katujemy się nawzajem. Ja już nie daję rady- przyznałam się, a mój głos zaczął drżeć. Z całych sił tłumiłam szloch i pragnienie wtulenia się w jego ramiona.
- Proszę, nie odchodź, nie na zawsze- oparł swoje czoło o moje i zamknął oczy. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach, a on starł je swoimi kciukami. Tak bardzo brakowało mi jego dotyku. Wciąż czułam lekki strach, ale nie dałam mu dojść do głosu. Moje podejrzenia odeszły w niepamięć. Chciałam delektować się tą krótką chwilą. Po chwili nasze spojrzenia się spotkały i tak jak wiele razy przedtem sprawiło to, że przyjmujący złączył nasze usta. Pozwoliłam na to. Wiedziałam, że to prawdopodobnie ostatni raz, kiedy mogę czuć jego wargi na swoich. Pocałunek był tęskny, był jak niespełniona obietnica. Nie miałam ochoty go przerwać, ale ktoś to musiał zrobił i byłam to ja. Położyłam swoje ręce na jego klatce piersiowej, lekko go odpychając.
- Wojtek muszę dać ci wolność. Chcę żebyś był szczęśliwy.
- Będę szczęśliwy tylko z tobą- przekonywał, ale pokręciłam głową.
- On ma podejrzenie o białaczkę- powiedziałam w końcu. Włodarczyka wyraźnie zatkało.- Nie mogę go zostawić chociaż to ciebie kocham- wyszeptałam. Pocałowałam go ostatni raz i wybiegłam, zostawiając go samego. Dlaczego to dotarło do mnie tak późno? Gdybym zdecydowała się na wszystko wcześniej, możliwe, że teraz bylibyśmy szczęśliwi. Dla mnie sprawa była przegrana. Poszłam prosto do gabinetu prezesa, by złożyć swoje wymówienie.
- Pani Maju, ja nie rozumiem- był zszokowany.- Źle się pani u nas czuje?
- Nie skąd! To sprawy osobiste... Oczywiście, będę pracować dopóki nie znajdzie pan kogoś na moje miejsce.
- Żałuję, ale rozumiem.
- Przepraszam pana, jednak nie mam innego wyjścia.
- Nie mam żalu. Nie wszystko da się zaplanować- posłał mi krzepiący uśmiech. Wyszłam z gabinetu i wzięłam głęboki oddech. Nie sądziłam, że to będzie aż tak trudne. Teraz musiało być już tylko lepiej... Prawda?

   Nie prawda. Nie było mi ani odrobinę lżej. Z dnia na dzień czułam się coraz gorzej. Nie mogłam jeść, nie mogłam spać, nie mogłam normalnie funkcjonować. Bywało, że przez kilka dni nie miałam nic do jedzenia w ustach. Najgorsze, że wcale mi to nie przeszkadzało. W ciągu niecałych trzech tygodni straciłam prawie 5 kg. To nie było zdrowe ani normalne. Dbałam o Przemka jak mogłam, starając się mu wszystko wynagrodzić. Chodziliśmy na terapię, ale ja już nic nie czułam. Nie potrafiłam patrzeć na niego jak kiedyś, ani poczuć do niego nic więcej prócz litości i poczucia winy. Przyjmujący już na zawsze skradł moje serce, ale on nie mógł być mój. Miałam nadzieję, że z czasem nauczę się kochać Przemka.
   Pewnego dnia będąc w pracy, czułam jak mi słabo. Musiałam coś zjeść. Nie jadłam od 2 dni nic a nic. Postanowiłam pójść do sklepu choćby po jakąś bułkę. Idąc korytarzem, trzymałam się jedną ręką delikatnie ściany. Słyszałam jak siatkarze wychodzą z szatni.
- O, cześć, Maja!- zawołał, Karol.
- Hej- odpowiedziałam, siląc się na uśmiech. Poszłam dalej, nie chcąc, żeby ktoś zobaczył mnie w takim stanie.
- Wszystko w porządku?- zawołał za mną.
- Tak, dziękuje.- Nie było w porządku. Przez moje ciało przeszły nieprzyjemne dreszcze. Nagle zaczęłam szybko oddychać. Przystanęłam na moment, opierając się o ścianę. Przed oczami miałam czarne plamy.
- Maja?- Karol zaczął iść w moją stronę. Przestałam mieć czucie w nogach. Zakręciło mi się w głowie i świat nagle przestał istnieć. Upadłam na ziemię. Ogarnęło mnie uczucie nicości, któremu chciałam się poddać. Ono było tak kuszące. Nie czułam nic. Było jak wyzwolenie od moich problemów.
- Maja?- Czy ktoś mnie woła? Ale po co? Jednak było w tym głosie tyle troski, że chciałam go ponownie usłyszeć.- Maja, wróć do nas.- Muszę walczyć, chcę być z nim. Ale jak mam się przeciwstawić temu co pochłonęło mnie bez reszty? Zaczęłam wracać do rzeczywistości. Czułam jak ktoś delikatnie poklepuje mój policzek. Uniosłam delikatnie powieki. Obraz był strasznie zamazany.
- Maja, słyszysz mnie?- popatrzyłam na człowieka, który się nade mną pochylał i moje serce momentalnie zaczęło bić szybciej.
- Wojtek? Co się stało?
- Zemdlałaś.
- Może zanieśmy ją do doktora- usłyszałam kogoś. Rozejrzałam się wokół i stwierdziłam, że zrobiłam świetne widowisko, gdyż wokół mnie znalazło się jeszcze kilku innych siatkarzy.
- Spróbuje wstać- oznajmiłam. Z dużo pomocą Włodarczyka, podniosłam się, ale niemal natychmiast straciłam równowagę i wylądowałam w jego ramionach.
- Nie tak szybko, zaniosę cię- powiedział. Bez żadnego wysiłku wziął mnie na ręce i zaczął iść w kierunku gabinetu drużynowego lekarza.- Schudłaś- stwierdził sucho.
- Zdaje ci się.
Przyjmujący odstawił mnie do pokoju i wyszedł najszybciej jak tylko mógł. Niestety nie obeszło się bez stanięcia na wadze.
- 49 kilo?!- nie mógł uwierzyć.- Pani jest za chuda! Chce pani wpaść w anoreksję?
- Nie, to nie tak!- zaczęłam się bronić.- Ostatnio po prostu się za bardzo stresuję i mój organizm tak na to działa.
- Nie zdołam pani pilnować, ale musi pani przytyć. To naprawdę nie są żarty. Proszę już dziś wrócić do domu. Najlepiej jeśli ktoś by panią odwiózł. Zaraz powiem Wojtkowi- chciałam zaprotestować, ale już był za drzwiami. Wrócił po kilku minutach.- Za pół godziny kończą trening, więc proszę na niego poczekać. I najlepiej jakby zrobiła pani badania krwi.
- Dobrze, dziękuje.
Miałam jakiś wybór? Nie. Zrezygnowana, wróciłam do gabinetu po swoje rzeczy i cierpliwie czekałam na przyjmującego.
- Możemy już jechać- oznajmił na wstępie, przychodząc po mnie. W milczeniu poszłam za nim na parking. Czułam się okropnie nie zręcznie. Gdy siedzieliśmy już w aucie, widziałam, jak ogromnie jest na mnie zły.
- Przepraszam, nie chciałam robić ci kłopotu. Mogłam sama wrócić...
- I ty myślisz, że to mnie w tym momencie martwi? Że muszę cię odwieźć? Może mi powiesz, co ty dzisiaj jadłaś?
- Nic- powiedziałam cicho, a jego wbiło w fotel.
- Świetnie a wczoraj?
- Też nic- mój głos był niewiele mocniejszy od szeptu. Nerwowo zerknęłam na jego dłonie, które mocno zacisnęły się na kierownicy.
- Przedwczoraj?- wydusił z siebie.
- Jogurt w pracy.
- Majka, co ty sobie myślisz?! Nie możesz tak robić!- zatrzymaliśmy się przed jakąś restauracją. Ścisnął lekko moją dłoń i popatrzył na mnie błagalnie.- Musisz o siebie zadbać.
Weszliśmy do środka i Włodarczyk zamówił dla mnie podwójny obiad. Stwierdził, że nigdzie się nie ruszymy dopóki tego nie zjem. Dopiero wtedy poczułam, że jestem potwornie głodna i pochłonęłam wszystko w oka mgnieniu. Wyraźnie mu ulżyło, ale atmosfera między nami dalej była napięta. Tak bardzo cieszyłam się, że jest obok i tak bardzo cierpiałam, powstrzymując się, by go nie dotknąć. Modliłam się o szybki powrót do domu, gdyż jeszcze moment a rzuciłabym mu się na szyję.
- Obiecaj, że będziesz dbać o siebie- poprosił, gdy staliśmy pod moim blokiem. Spuściłam wzrok. Poczułam jak chwyta moją twarz w swoje dłonie, zmuszając mnie bym spojrzała mu w oczy.- Obiecaj- zażądał tym razem.
- Obiecuje-  wyszeptałam, a on się złamał. Przyciągnął mnie do siebie i złączył nasze usta w gorącym, tęsknym pocałunku. Nie potrafiłam mu się oprzeć. Tak bardzo mi tego brakowało. Potrzebowałam kilku minut, by się opamiętać.
- Nie, stop!- odepchnęłam go lekko od siebie.
- Maja, ja cię...
- Nie mów tego- położyłam dłoń na jego ustach. Nie chciałam usłyszeć tych słów, wiedząc, że nigdy nie będzie mi dane być z nim.- Nie możemy, Wojtek. Przepraszam- powiedziałam i wybiegłam z samochodu. Dlaczego to było takie trudne?

--------------------------------------------------------------------
Maja jak widać ma kłopoty sama ze sobą. Czy dotrzyma obietnicy?
Mówiłam, że skomplikuje jeszcze bardziej sytuację xd Teraz to ma swoje powody by zostać przy narzeczonym xd
Przepraszam za błędy ;)
I zapraszam : http://only-i-want-is-you.blogspot.com/2015/03/prolog.html
Do następnej soboty ;*

niedziela, 22 marca 2015

OŚWIADCZENIE

Pewien Anonim, któremu dziękuje, doniósł mi, że ktoś kopiuje moje pomysły i rzeczywiście. Weszłam na tego bloga i jest w nim głowna bohaterka- Kornelia, jest Wojtek i nachalny narzeczony, który naciska na ślub, ku aprobacie jej matki. Na dodatek dziewczyna jest dobrze zorganizowana, chce zebrać doświadczenie w pracy. Jej narzeczony w przypływie złości, rzucał wszystkim w salonie. Czy nie brzmi podobnie? Dla mnie tak.Mogę być przewrażliwiona, ale ten blog, to, że piszę, a także Wasze komentarze pozwalają mi uwierzyć w siebie ( a mam bardzo niską samoocenę). Dlaczego o tym piszę? Bo nie oddam bez walki, czegoś nad czym tyle pracowałam. Czuje się okropnie na ten moment. Czy nie lepiej napisać i wymyślić coś co nie jest idealne, ale jest tylko Nasze? Moja historia jest pełna niedociągnięć, ale jest MOJA, jest dla mnie jak lekarstwo na to co mnie otacza i ja tego nie oddam bez walki.
Ponadto wiem, że ta dziewczyna czyta mojego bloga. Cieszę się z tego, ale wybacz... Nie pozostawię tego tak.
Możecie mnie zbluzgać i zwyzywać, ale będę bronić tego co jest dla mnie ważne.

sobota, 21 marca 2015

Rozdział 17

   Kazałam mu odejść. Tak po prostu... I to własnie tak miało się skończyć? Dla tych 3 miesięcy naraziłam na rozpad coś co budowałam kilka lat? Niestety... Nie widziałam przyszłości z Włodarczykiem. Przemek był jaki był, ale nigdy się go nie bałam. A w mieszkaniu przyjmującego naprawdę przez moment myślałam, że coś mi zrobi i ten strach na dobre zakorzenił się w mojej duszy i nie zamierzał jej opuszczać prędko.
   Następnego dnia wiedziałam, że muszę stawić czoło swoim problemom. Nie mogłam tak żerować na dobroci Oli i Karola.
- Dziękuje wam za pomoc.
- Co teraz zrobisz?- spytała zmartwiona blondynka.
- Na razie wrócę do domu... Dzięki jeszcze raz. Do zobaczenia.
- Dzwoń w razie czego- dziewczyna przytuliła mnie na pożegnanie.
- Odwiozę cię- zaoferował się Kłos, a ja posłałam mu wdzięczne spojrzenie. Nie miałam chęci pałętać się taksówkami albo autobusami. Przez całą drogę żadne z nas się nie odezwało. Nie miałam siły nawet prowadzić rozmowy z grzeczności, a środkowy to uszanował.
- Dziękuje za podwózkę- powiedziałam cicho.
- Maja- zatrzymał mnie chłopak, gdy naciskałam klamkę.- Jeśli mogę coś powiedzieć to, że Wojtek nigdy by cię nie uderzył. Wiesz o tym, prawda?
- Przepraszam, ale mam mętlik w głowie. Ja muszę się z tym uporać.
   Kiedy weszłam do mieszkania wiedziałam, że czeka mnie kolejny trudny moment. Sama nawarzyłam sobie tego piwa.
- Gdzie byłaś?- spytał Przemek.
- U Oli i Karola- zdjęłam kurtkę i buty.
- Jak mogłaś tak zniknąć? Wiesz na jakiego idiotę wyszedłem?
- Cóż... Było mnie posłuchać. Nie będę twoją zabawką, którą możesz sterować. Chyba musimy poważnie porozmawiać- oznajmiłam i poszłam do salonu, wiedząc, że ruszy za mną.
- Wszystko pamiętasz?- spytał cicho.
- Nie pamiętam ostatniego dnia przed wypadkiem. Jakim prawem mnie okłamywałeś, że między nami wszystko w najlepszym porządku?!
- Popatrz jak ty się zachowujesz. Myślałem, że sobie wszystko przypomniałaś i...
- I będę bez zająknięcia się podporządkowywać? Nie wydaje mi się. Ja się zmieniłam. Nie będę już nigdy więcej twoją kukiełką.
- O czym ty mówisz w ogóle? Zachowujesz się nieracjonalnie. W najlepszym wypadku się ze mą kłócisz, a inaczej wychodzisz nie wiadomo, gdzie i wracasz jak dobrze pójdzie na następny dzień! Tak ma wyglądać nasze małżeństwo?
- Nie zwalaj całej winy na mnie! Ty niby jesteś idealny?
- A co ja takiego robię? Próbuje ratować, to co budowaliśmy tyle lat!
- Ta rozmowa nie ma sensu, póki nie zobaczysz, że też nie jesteś nieskazitelny- wstałam z kanapy i poszłam do sypialni.
- No tak, jak zwykle. Wyjdź...- usłyszałam jeszcze za sobą.

   Kolejnego dnia musiałam zmierzyć się z następnym osobnikiem, który czekał na parkingu. Specjalnie zaparkowałam po drugiej stronie i szybkim krokiem udałam się do budynku. Nie byłam przygotowana na tę konfrontację. Wpadłam jak szalona do biura, zamykając za sobą drzwi. Próbowałam uspokoić oddech. Musiałam wziąć się w garść. Byłam w pracy i na tym powinnam się skupić. Ściągnęłam kurtkę i usiadłam za biurkiem. Nie mogłam zawalić jedynej stałej części mojego życia. Z tą myślą wzięłam się za swoje obowiązki. Czas nieubłaganie płynął. Ani się obejrzałam, a musiałam opuścić biuro. Zamknęłam drzwi i poszłam do wyjścia. Na szczęście udało mi się go nie spotkać. Musiałam dokładnie przemyśleć sobie wszystko.

- Już jestem- zawołałam w przestrzeń własnego mieszkania.
- Chodź, już nakładam obiad- usłyszałam z kuchni. Zrobił obiad? Coś nowego. Zjedliśmy w ciszy, która była niezwykle mi ciążyła.
- Dziękuje- powiedziałam po skończonym posiłku i wstałam z miejsca, by posprzątać na stole.
- Zostaw to i usiądź. Chciałbym porozmawiać- oznajmił.- Wiem, że kogoś masz- powiedział, a mi zmroziło krew w żyłach.- Nie próbuj zaprzeczać... Powiedziałaś mi przed wypadkiem. Przyznałaś się, że miałaś romans, ale chcesz go skończyć i wszystko między nami naprawić. Zmieniliśmy dlatego datę i ślubu i dlatego też cię okłamywałem, żeby wszystko było jak kiedyś. Ale to się znowu dzieje, a ja nie mam na to siły. Nie chce wiedzieć kto to, ale sam sobie z tym nie poradzę. Nie, kiedy ty nie chcesz współpracować. Możemy to naprawić- przekonywał mnie,- Ale sami nie damy rady. Chodźmy na terapię, na cokolwiek, byleby to uratować- mówił patrząc mi w oczy, z których płynęły łzy. Nie miałam siły nawet zaprzeczać. A więc wtedy wybrałam jego...- Musisz mi pomóc, dobrze?- spytał, a ja jedynie pokiwałam głową. Po chwili podszedł do mnie i przytulił mnie, a ja zaniosłam się szlochem. Mój "związek" z Wojtkiem był skazany na porażkę od samego początku.
   Przez kolejne dni starałam się jak mogłam, by stare czasy wróciły. Znaleźliśmy nawet terapeutę. Było to niezmiernie dziwne, opowiadać o naszych relacjach. Czułam się jak na spowiedzi. Mieliśmy od nowa budować zaufanie. Musieliśmy ponownie siebie poznać. Udawałam, że wszystko jest okej, ale z dnia na dzień czułam się coraz gorzej. Nic mnie nie cieszyło. Były dni, kiedy przychodziłam z pracy i wpatrywałam się w sufit, leżąc na łóżku. To nie oznaczało nic dobrego. Wiedziałam że jest ze mną coraz gorzej.
- Maja!- usłyszałam za sobą, gdy wychodziłam z pracy. Przymknęłam na chwilę oczy i przyśpieszyłam kroku. Rzuciłam szybkie do widzenia ochroniarzowi i prawie pobiegłam do samochodu.- Maja!- ktoś szarpnął moją rękę, a moją głowę po raz kolejny zaatakowało wspomnienie.

Byłam na swojej klatce schodowej. Cała we łzach. Nie wiedziałam czy postąpiłam dobrze, ale w końcu podjęłam decyzję.
- Maja, stój!- ktoś szarpnął mnie. Potknęłam się i spadłam ze schodów. Ogromny ból zaatakował moją głowę. Popatrzyłam na twarz osobnika, ale nie mogłam jej rozpoznać. Była cała zamazana.

   Nabrałam powietrza do płuc. Spojrzałam na Wojtka, oczyma pełnymi strachu, Czy to on mnie zepchnął?
- Puść mnie- poprosiłam. Byłam cała roztrzęsiona.
- Maja, nigdy bym cię nie skrzywdził!
- Czyżby? Nawet gdybym ci powiedziała, że wybieram Przemka?
- Nawet wtedy...
- Nie wierzę ci. Zepchnąłeś mnie z tych schodów?
- Co?! Jak możesz tak myśleć?
- To nie odpowiedź... Przed wypadkiem prosiłam Przemka, żebyśmy przełożyli datę ślubu na wcześniejszą... Musiałam go wybrać i ktoś mnie zepchnął.
- Jak możesz myśleć, że to ja?- w jego oczach widziałam cierpienie, ale dla mnie wszystko ułożyło się w logiczną całość. 
- Daj mi spokój. Zerwałam z tobą. Muszę nauczyć się żyć bez ciebie- powiedziałam, a ona zamarł w bezruchu. 
- Nie zostawiaj mnie...- jego prośba poruszyła moje serce, które krzyczało " Nie zostawiaj go! Nie zostawiaj go!"
- Przykro mi, ale tak musi być...- wyrwała rękę z jego lekkiego uścisku. Wsiadłam szybko do samochodu i odjechałam. Nie ruszył się nawet o centymetr. Westchnęłam głośno. Podjęłam decyzję i musiałam się jej trzymać. Nie mogłam po raz kolejny zepsuć wszystkiego.
   Dni mijały, a mój stan się pogarszał. Przestałam mieć ochotę na cokolwiek. Nikogo to nie obchodziło. Tylko Ola pytała się o przyczynę mojego nastroju, ale co ja jej mogłam odpowiedzieć? Kazałam przyjmującemu odejść i widziałam jak go to załamało i przy okazji sama wpadałam w depresję. Jednak tak musiało być. Nigdy nie miałam prawa go mieć. Był chłopakiem mojej siostry i powinnam się trzymać od nich z daleka. Ale nie spodziewałam się, że Wojtek zrobi coś czego ja nie zdołam przewidzieć. Pewnego wieczoru, ktoś zapukał do naszych drzwi. Gdy je otworzyłam, zobaczyłam zdruzgotaną Kornelię.
- Co się stało?- spytałam, wpuszczając ją do mieszkania.
- Wojtek ze mną zerwał- powiedziała i zaniosła się szlochem. Zmroziło mi krew w żyłach. Zaprowadziłam siostrę na kanapę. Zbierało mi się na płacz, wiedząc, że to ja jestem przyczyną jej nieszczęścia. - Powiedział mi, że nie może ze mną być, bo kocha inną- wyrzuciła z siebie i zaczęła przeraźliwie płakać. Nie mógł tego zrobić! Nie panowałam już nad sobą i po moich policzkach również pociekły słone krople. Dlaczego ja jej to zrobiłam?

------------------------------------------
 Przepraszam za jakość i długość, ale po pierwsze nie miałam czasu po drugie jakoś mi nie szło pisanie tego rozdziału ;/ Kompletnie nie jestem z niego zadowolona.
Przepraszam za błędy.
Możliwe, że w przyszłym tygodniu rozdział pojawi się nie w sobotę, a w niedzielę. Mam strasznie dużo nauki i nie wiem czy zdążę go napisać, dlatego uprzedzam wcześniej, że może się tak zdarzyć, aczkolwiek nie musi.
Z kim widzę się jutro na hali pod Dębowcem? ;)
Jeszcze raz przepraszam za jakość...
Pozdrawiam i do przyszłego tygodnia ;)

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 16

- Wojtek...- wypowiedziałam to imię jak największą deklaracje miłości wprost do jego ust.- Pamiętam cię- powiedziałam i spojrzałam w jego oczy, gdzie tańczyły dwie radosne iskierki.
- Maja, tak się bałem...- przyznał i ponownie złączył nasze usta w rozpaczliwym, tęsknym pocałunku.
- Bałeś się?- spytałam odrywając się od niego, by zaczerpnąć tchu.
- Okropnie... Że sobie nie przypomnisz... Że wszystko przepadło, ale zachowywałaś się jakbyś gdzieś w środku pamiętała- powiedział, a ja pocałowałam go po raz kolejny.
- Jak mogłeś mi nie przypomnieć!- zaczęłam ponownie drażliwy temat. Powinieneś za to dostać prawy sierpowy!- rzuciłam tonem urażonej dziewczyny.
- Bałem się, że odejdziesz. Nawet nie wiesz jak inaczej się zachowywałaś.
- Nie puszczaj mnie- poprosiłam.
- Nigdy- zaśmiał się.
- Poważnie. Rzuciłam w ciebie butami i zimno mi w stópki- zaśmialiśmy się oboje.
- Jedźmy do mnie. Nie chcę tam wracać- poprosił, a ja pokiwałam głową, cały czas będąc w jego objęciach. 
- Trzeba im coś powiedzieć. To będzie podejrzane...
Postawił mnie na ziemie i podał mi buty, które natychmiast założyłam. Dobra rada: Nigdy nie rzucajcie butami w kogoś ze złości, jeśli jest zimno, mokro, albo wokół jest pełno śniegu.
- Masz klucze od mojego mieszkania. Weź taksówkę i czekaj na mnie. Odwiozę ją do domu i przyjadę. Załatwię to jak najszybciej się da- pocałował mnie i popędził do mieszkania Kłosa. Pierwsze odszukałam torebkę. Co mnie podkusiło, żeby nią rzucać? Skarciłam się za swoją głupotę. Taryfą podjechałam pod blok przyjmującego. Teraz wszystko układało się w logiczną całość. Nie wiem jakim cudem, ale choć nie posiadałam wspomnień to u niego szukałam ratunku.
   Weszłam do mieszkania i zamknęłam drzwi. Ściągnęłam buty i poszłam usiąść na kanapie. To był szalony sylwester, którego świętowałam w trzecim miejscu. Musiałam wiele przemyśleć. Cieszyłam się, że wspomnienia w wielkiej części wróciły, ale wciąż brakowało wielu elementów. Na przykład, nie pamiętałam powrotu z Bielska, ani niczego co było później. Po jakiejś półtorej godzinie, usłyszałam dzwonek do drzwi. Zerwałam się z kanapy i poszłam otworzyć. 
- No w końcu jestem- powiedział na powitanie przyjmujący i wpił się w moje usta.- Tak bardzo tęskniłem.- O tak doskonale znałam to uczucie. Czułam się jakby mnie wieki nie całował. Nie było czasu na badanie własnych ciał. To była potrzeba wspólnego wyżycia się. Czym prędzej w drodze do sypialni, nie odrywając się od siebie pozbyliśmy się części garderoby. Liczył się ten jeden moment. Było tylko jego ciało tak blisko mojego, jego ręce na mojej skórze, jego spragnione pocałunki.
   Rano, kiedy uniosłam powieki moją głowę zaatakował silny ból. Syknęłam i zamknęłam ponownie oczy. Poczułam jak ktoś delikatnie gładzi mnie po policzku i uśmiechnęłam się lekko.
- Wstawaj. Przyniosłem coś na głowę.- Z niewielką pomocą podniosłam się do pozycji siedzącej i popiłam wodą dwie tabletki.
- Dziękuję- powiedziałam, ale położyłam się z powrotem, robiąc przyjmującemu miejsce obok siebie. Natychmiast znalazł się przy mnie, całując mnie lekko w skroń. Uśmiechnęłam się i ponownie odpłynęłam w lekki sen. Obudziłam się po godzinie. Obok mnie leżał Włodarczyk z przygotowanym śniadaniem.
- No proszę. Jak chcesz potrafisz być słodki. Kto by pomyślał- powiedziałam sennie, uśmiechając się do niego. Wtulił twarz w moje włosy.
- Oj, potrafię- wymruczał mi do ucha. Położył ręce na moim brzuchu, ale momentalnie się wzdrygnęłam i zaśmiałam.
- Przestań, mam łaskotki!- zaczęłam piszczeć, ale mogłam sobie prosić. Przyjmujący nie chciał zaprzestać swojej czynności. Wierciłam się tak, że wywaliłam całe śniadanie przygotowane przez Wojtka na siebie, w skutek czego byłam cała w czekoladzie.
- Patrz co narobiłeś.
- Zaraz to naprawię- obiecał i zaczął całować mój brzuch. Westchnęłam głośno. Wiedział jak mnie podejść. Zaczął pocałunkami wchodzić wyżej aż w końcu jego usta natrafiły na moje. Byliśmy sobą tak nienasyceni. Ponownie włączyły się moje wyrzuty sumienia, które od siebie natychmiast odrzuciłam. Chciałam się nim nacieszyć. Miałam go dla siebie przez tę jedną krótką chwilę.

- Rozwaliliśmy śniadanie- odezwałam się pierwsza po naszych chwilach uniesienia. Zaśmiał się cicho.
- Co poradzę, że nie mogę ci się oprzeć?
- Burczy mi w brzuszku- pożaliłam się.
- Hmm?
- Dyskretnie daje ci do zrozumienia, żebyś zrobił mi śniadanko. Ale tym razem z nim tu nie przychodź- oznajmiłam. Zaśmiał się cicho.
- Według życzenia- pocałował mnie w policzek i poszedł do kuchni. Rozejrzałam się po sypialni w poszukiwaniu torebki. Nie mogłam jej zlokalizować. Nałożyłam na siebie wczorajsze ubrania. Usłyszałam swój telefon. Poszłam za dźwiękiem i dotarłam do salonu. Na wyświetlaczu zobaczyłam imię swojego narzeczonego. Poczułam jak żołądek zaciska mi się z nerwów. Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak?
- Gdzie ty jesteś?! Od wczoraj odchodzę od zmysłów!
- Nagle cię interesuje, gdzie jestem?
- Zawsze mnie to interesuje- westchnął.
- Okłamałeś mnie.
- W czym?
- Pomyślmy... We wszystkim!- syknęłam do słuchawki.- Zapewniałeś mnie jak to między nami nie było wspaniale, a tymczasem było zupełnie na odwrót.
- Przypomniałaś sobie?
- Owszem! I wiem, że się ciągle kłóciliśmy.
- Chciałem dobrze. Przecież ostatnio było lepiej. Spędziliśmy razem noc i...
- Wspólnie spędzona noc nie jest wyznacznikiem udanego związku- warknęłam do słuchawki przerywając mu w pół zdania i wyłączyłam się.
- Wspólnie spędzona noc?!- podskoczyłam w miejscu, słysząc za sobą głos Włodarczyka. Obróciłam się i zobaczyłam jego wściekłą twarz.- Spałaś z nim?- warknął przez zaciśnięte zęby. Jeszcze nigdy nie widziałam takiego szału w jego oczach. Byłam nie na żarty przerażona. Usiadłam na kanapie, a on zajął miejsce na jej drugim końcu.- Odpowiedz mi.
- Tak...
- Kurwa!- krzyknął. Wstał gwałtowanie i kopnął w szklany stół, w skutek czego przewrócił się i częściowo rozbił. Siedziałam jak na szpilkach. Nigdy nie widziałam go w takiej furii.- Jak mogłaś?!- zwrócił się do mnie.
- Jak co mogłam?! Nic nie pamiętałam!- również się podniosłam.
- Poszłaś z facetem do łóżka, którego znałaś kilka dni, tylko dlatego, że ci powiedział, że jest twoim narzeczonym?!
- Jakoś ci to wcześniej nie przeszkadzało!
- My to zupełnie co innego!- uderzył pięścią w ścianę i wiszący na niej obraz spadł na podłogę.
- Wojtek, uspokój się, proszę...- chciałam jakoś zapanować nad jego gniewem.
- Uspokój się?! Chyba sobie żartujesz!- krzyknął. Wziął doniczkę z kwiatkiem i rzucił nią o ziemię. Cofnęłam się w kąt. W oczach miałam łzy. Cała trzęsłam się ze strachu. Oddychał bardzo szybko i głośno. Próbował nad sobą zapanować. Wlepiłam w niego swoje przerażone spojrzenie. Bałam się choćby poruszyć. Bałam się cokolwiek zrobić. Bałam się JEGO! Po kilku minutach popatrzył na mnie i trochę go to otrzeźwiło.
- Nie!- krzyknęłam przerażona, gdy zrobił krok w moją stronę.- Nie zbliżaj się do mnie...
- Maja....
- Nie! Żadne Maja. Nie podchodź.- Wyminęłam go, cały czas trzymając się ściany i pobiegłam do drzwi.
- Maja, porozmawiajmy!- zdążył jeszcze za mną krzyknąć. Gdy zatrzasnęłam za sobą drzwi, do moich uszu dotarł dźwięk tłuczonego szkła. Wybiegłam z bloku przyjmującego. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Z kim ja się związałam? Niewiele myśląc, wzięłam taksówkę i pojechałam do mieszkania Karola i Oli. W niecałe pół godziny później dzwoniłam już do ich drzwi.
- Co się stało?- przeraziła się na mój widok blondynka, natychmiast wpuszczając mnie do środka.
- Mogę dzisiaj u was zostać? Nie mam gdzie pójść.
- No jasne! Ale co się dzieje? Wyglądasz potwornie! Weź prysznic, pożyczę ci jakieś ciuchy. Spróbuj się trochę uspokoić.
Poszłam za radą przyjaciółki i doprowadziłam się go względnego porządku. Gorąca woda ukoiła nieco moje nerwy, dzięki czemu mogłam spróbować wyjaśnić, dlaczego zjawiłam się niespodziewanie w ich mieszkaniu. Ola zaprowadziła mnie do salonu i dała kubek gorącej herbaty.
- A teraz na spokojnie, co się stało?
- Kiedy straciłam pamięć było dziwnie.
- Znaczy, że już wszystko pamiętasz?- wtrącił się Kłos, a ja pokiwałam lekko głową. Uśmiechnęli się oboje.
- To chyba dobra wiadomość?- spytała dziewczyna środkowego, a ja pokiwałam głową.
- Ale wtedy nie wiedziałam o swoim życiu nic. Musiałam wierzyć wszystkim na słowo. Przemek zapewniał mnie, że między nami wszystko było w porządku. I było mi go tak strasznie szkoda, że tak cierpi... Chciałam go poznać. Poczuć coś do niego. Wyszliśmy z domu, byliśmy w kinie, kawiarni, poszliśmy do klubu. Tak dobrze się razem bawiliśmy... Pojechaliśmy do domu... I no wiecie... Spędziliśmy razem noc- wydusiłam w końcu z siebie.- Potem przez jakiś czas było pięknie, ale wszystko wróciło do normy. Znowu się kłóciliśmy i dlatego wczoraj uciekłam z tego nudnego bankietu i przyszłam do was. Nawet jak nic nie pamiętałam to ciągnęło mnie do Wojtka. Jak wyszłam to poszedł za mną. Wszystko wróciło. Wszystkie wspomnienia. I dzisiaj sielanka trwała w najlepsze.
- To dlatego chciał się wczoraj tak szybko zmyć- odezwał się Kłos, a ja nie byłam w stanie podnieść wzroku, by popatrzeć im w oczy.
- Wojtek dowiedział się o tej nocy z Przemkiem i wpadł w dziki szał... Ja nigdy...- zaczęłam się jąkać.-... Nigdy się tak nie bałam... Przewalił stół, rzucił doniczką... Ja się go boję- wyznałam szeptem i schowałam twarz w kolanach. Poczułam jak Ola przytula mnie do siebie.
- Nie płacz. Wojtek nigdy by ci nic nie zrobił.
- Skąd mogę wiedzieć?- spytałam.- Nie chce go teraz widzieć. Przepraszam, że was tak zadręczam i wciągam w to wszystko...
- Daj spokój, od czego się ma przyjaciół.
- Mogę dziś u was zostać. Nie mam dokąd pójść...
- Jasne! Niczym się nie martw. Ale jeśli mam być szczera, to wiesz co rozwiązałoby tą sytuację?
- Wybór jednego albo drugiego? Nie, Ola. Teraz to ja poważnie myślę, żeby zostawić ich oboje i wyjechać.
Do wieczora spędziliśmy czas, gapiąc się w telewizor. Próbowali oboje odciągnąć moją uwagę od przykrych wydarzeń, ale byłam zbyt przygnębiona. Nie mogłam uwierzyć, że ten sam człowiek, który był wobec mnie taki delikatny i czuł może być jednocześnie tak agresywny. Usłyszeliśmy ciche pukanie do drzwi. Posłałam parze zaniepokojone spojrzenie. Kłos poszedł otworzyć.
- Cześć Karol, czy ona jest tutaj?
- Jest, ale nie chce z tobą rozmawiać. Daj jej czas.
- Nie, to musi być teraz... Maja!
- Ktoś usłyszy...
- Gdzieś to mam czy ktoś usłyszy! Muszę się z nią zobaczyć- Włodarczyk wtargnął do mieszkania, nie zważając na protesty właściciela. Wstałam z kanapy . Wyraźnie ulżyło mu na mój widok.
- To ja zostawię was samych- blondynka wstała i wyszła z pokoju.
- Tak się bałem- powiedział. Chciał do mnie podejść, ale automatycznie cofnęłam się pod ścianę.
- Nie zbliżaj się do mnie.
- Ty się mnie boisz?- miał zszokowaną minę.
- Dziwisz mi się? Wojtek nie jestem w stanie z tobą być...
- Nie, Maja proszę, nie.... Nie teraz, kiedy cię odzyskałem!-podszedł do mnie, a ja ze strachu zacisnęłam powieki.- Maja, nigdy bym ci nie zrobił krzywdy!
- Odejdź, proszę- powiedziałam drżącym głosem. Po chwili, która wydawała mi się wiecznością, już go nie było....